Wojownicy Krainy Zu recenzja filmu

Opiewa w orientalne, barwne i nietuzinkowe legendy, niekiedy zaczerpnięte z mitologii krajów takich jak: Chiny, Japonia lub Korea. Nie należy ukrywać, że największy nacisk w takowych produkcjach kładzie się na efekty specjalne, wyrazistość kostiumów oraz muzykę, fabuła tymczasem schodzi na dalszy plan. Orientalne widowiska są niczym odskocznia od amerykańsko-europejskiej wizji świata, przesyconej często oklepanymi motywami walk dzielnych wojowników ze złymi smokami. Można ująć, że fantasy w wydaniu krajów azjatyckich jest po prostu inne, owa odmienność natomiast potrafi przykuć uwagę widza, przy czym oczarować go w subtelny sposób.

Reżyser Hark Tsui, znany chociażby z serii pt.: „Dawno temu w Chinach”, nie odbiegł od standardów azjatyckich produkcji w „Wojownikach Krainy Zu”. Film jest czarowną legendą, której fabuła opiera się na walce dobra ze złem. Nad światem śmiertelników rozciąga się tajemnicza, górzysta i magiczna kraina Zu, którą zamieszkują tzw. nieśmiertelni. Od zarania dziejów prowadzą okrutną wojnę z Bezsennym – demonem, pragnącym zawładnąć całym wszechświatem. Siła czarta zdaje się przybierać na sile, przez co wojownicy Zu zmuszeni są do ostateczności. Jeżeli przegrają walkę, Bezsenny wedrze się na ziemię i zacznie mordować ludzi, po czym cały glob zamieni się w perzynę. Powyższy motyw potyczki jest w gruncie rzeczy najistotniejszym w całej historii. Większej ilości wątków pobocznych – poza nieznacznym zarysem perypetii miłosnej dwojga nieśmiertelnych albo wplątaniem we wszystko ziemskiej dziewczyny o imieniu Joy – raczej się nie doszukamy. W mniemaniu tych, dla których to fabuła pełni w filmach kluczową rolę, będzie to poważna wada produkcji. Mimo wszystko, sam sposób ukazania potyczek, wymyślne przedstawienie umiejętności bohaterów sprawiają, że na stosunkowo lichą fabułę można przymknąć oko.
Sponsoruje nas laurem.pl laptopy poleasingowe Kraków
Jak już wcześniej zaznaczyłam, specyfika walk należy do mocnych stron „Wojowników Krainy Zu”. W największej mierze przyczyniają się do tego: choreografia Yuena Woo-Pinga (sprawującego pieczę nad choreografią „Matrixa”- co świadczy o jej wysokim poziomie, wystarczy bowiem przypomnieć sobie kilka scen z Neo), efekty specjalne (jak na 2001 rok, albowiem wówczas film Harka miał swoją światową premierę, wyglądają naprawdę przyzwoicie) i nietuzinkowa scenografia, za którą odpowiedzialni są Delin Fu oraz Kim Hung Ho. Wszystkie te czynniki, w połączeniu z dynamicznością widowiska – w tym także z elementami wschodnich sztuk walk, oddają wrażenie bezustannego zwrotu akcji, zaś dzięki temu widz nie popada w nudę. Czy można to uznać za przesyt akcji? Z jednej strony tak, jednakże stosowne jej ubarwienie (efekty, choreografia, scenografia i doskonale wpleciona w poszczególne sceny orientalna muzyka) oraz kilkuminutowe przerywniki (w postaci przemyśleń bohaterów bądź ukazania detalów przyrody owej tajemniczej krainy) przyczyniają się do tego, że nie razi naszych oczu aż tak dotkliwie.

Mówiąc o filmie, nie można pominąć barwnych bohaterów. W produkcjach z gatunku fantasy najbardziej cenię sobie oryginalność postaci tudzież ich zdolności. W przypadku „Wojowników Krainy Zu” nie zawiodłam się. Nieśmiertelni, znani także jako mieszkańcy niebiańskiego klasztoru Omei, mają za zadanie ochronić ludzi przed złymi siłami Bezsennego. Każdy z nich posiada swoistą zdolność, z którą zapoznajemy się w miarę upływu akcji. Warto zwrócić uwagę w tym miejscu na kostiumy, albowiem są nie tylko ciekawe i starannie dopracowane, ale także zdają się zgrywać ze sposobem bycia danego bohatera. W filmie spotykamy się z wieloma postaciami, zaś do najciekawszych należą: waleczny, szybki niczym błyskawica tudzież najodważniejszy King Sky, w którego wcielił się Ekin Cheng, znany m.in. z „Kultu Zła” i „Lasu śmierci”; bogini Dawn (Cecilia Cheung- odtwórczyni głównej roli w chińskiej fantastyce miłosnej pt.: „Przysięga”), władająca bronią o nazwie Księżycowy Sierp, ukochana King Sky, która umiera i zamienia się w proch; opętany przez małego kwiecistego demona Red (Louis Koo), posiadający mechaniczne, zabójcze skrzydła; a także Enigma (Cecilia Cheung), niewiele wie o swojej przeszłości, później okazuje się być reinkarnacją księżycowej bogini Dawn. Nawiązując do obsady, wszyscy aktorzy odegrali swoje role wprost znakomicie.

Wojownicy Krainy Zu” to opowieść o bezustannej walce sił dobrych ze złem, które pragnie zburzyć porządek nie tylko świata bogów, ale także ludzi. Dzieło Harka można uznać za współczesną ekranizację mitologii chińskiej. Nie spotkamy w nim leśnych elfów tudzież ich ciemnoskórych braci, krasnoludów czy orków. To fantastyka w innym wydaniu – świeższa, przy czym bardziej „egzotyczna”. Z pewnością film nie jest przeznaczony dla wszystkich odbiorców, jednak warto go obejrzeć. Dzięki temu można oderwać się od rutyny przedsięwzięć typu: „Władca Pierścieni”, „Eragon” bądź „Harry Potter”. „Wojownicy Krainy Zu” to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli azjatyckiego kina.[strona_podzial]
Alicja Paluch

Jesteśmy częscią StacjaKultura.pl

Tytuły oryginalne: Zu Warriors, Shu shan zheng zhuan, The Legend of Zu
Produkcja: Chiny, Hongkong
Rok wydania: 2001
Dystrybutor: SPI
Reżyseria: Hark Tsui
Scenariusz: Man Choi Lee, Hark Tsui
Zdjęcia: Hang-Sang Poon
Muzyka: Ricky Ho
Obsada: Ekin Cheng Louis Koo, Cecilia Cheung, Patrick Tam, Kelly Lin
Gatunek: Fantasy, przygodowy
Czas trwania: 104 min.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *