Lincoln recenzja filmu

To jednak osoba, która na małych i dużych ekranach była przedstawiana w różnych formach, nawet jako łowca wampirów (!). Jednak wśród chwastów wyrasta kilka dobrych kłosów.

Pierwszym nich był film z 1939 roku zatytułowany „Młodość Lincolna” stworzony przez Johna Forda. Drugim obrazem, który wybitnie ukazuje sylwetkę tego prezydenta jest najnowsze dzieło Stevena Spielberga zatytułowane po prostu „Lincoln„.

Scenariusz filmu został napisany przez Tony’ego Kushnera, który oparł go na dziele Doris Kearns Goodwin. Autorka w swojej książce skupia się na ostatnich czterech miesiącach życia Lincolna. To w niej przedstawiony jest bliski  koniec wojny secesyjnej oraz chęć przegłosowania trzynastej poprawki do Konstytucji, której celem jest zniesienie poddaństwa i niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych.

 

Jako że w filmie przedstawiono ostatnie miesiące życia prezydenta, mamy możliwość zobaczenia przywódcy narodu w pełnej okazałości, a więc takiego, który przeżył już niejedno i zna życie. Widzimy więc na ekranie ukształtowanego, przebiegłego, a przede wszystkim niesamowicie inteligentnego polityka, który tak sprawnie posługuje się literą prawa, że nikt nie może z nim wygrać. Liczne pokazy sprawności retorycznej Lincolna odpowiednio to podkreślają i są wisienką na torcie tego filmu.

 

Jednak ta wisienka na torcie jest smakowita tylko dla tych widzów, którzy lubią historię, politykę, przemowy i wielkie wystąpienia. Historia przedstawiona w filmie to dzieło opierające się właśnie na tych aspektach. Nie oczekujcie więc szybkiej i dynamicznej akcji jak w filmie „Lincoln. Łowca Wampirów”. To raczej spektakl, który został osadzony we wspaniałych, zróżnicowanych sceneriach. Prezydent lubi się przemieszczać: raz jest w domku na wsi, potem w sali sądowej, aby następnie szybko przenieść się na dworskie spotkanie i przekonywać „magnatów” to przejścia na jego stronę. Film przesiąknięty jest wszechobecną polityką, a wszystkie relacje Lincolna z otoczeniem to przede wszystkim chęć przeforsowania swojego zdania.

Sceny okrasza genialna muzyka Johna Williamsa, która staje się podniosła kiedy trzeba i przyśpiesza w najgorętszych momentach, aby odpowiednio podbić ciśnienie krwi, czyniąc Lincolna jeszcze bardziej charyzmatycznym.

 

Do wielkich plusów warto dołożyć jeszcze wybitnie stworzone kostiumy, co jednak nie zmienia tego, że Lincoln potrafi znużyć nawet największego fana retoryki. Brakuje bowiem chociaż jednej sceny batalistycznej, na którą tak na marginesie większość widowni czekała. Dobrze przynajmniej, że Lincoln potrafi czasem zażartować, co czyni jego sylwetkę bardziej naturalną i ludzką…

 

Do tego kotła z całkiem niezłym daniem dodano jeszcze najlepszą przyprawę, jaką można zastosować w przypadku filmu, a więc gwiazdorską obsadę. W tle nie raz zobaczymy takich aktorów, jak James Spader, Tim Blake Nelson, David Strathairn, Jackie Earle Haley czy Jared Harris, którzy mimo że nie są pierwszoplanowymi  postaciami to jednak doskonale zarysowują tło i tworzą podwaliny historii Lincolna, w którego wcielił się wybitny Daniel Day-Lewis. O jego grze można byłoby pisać poematy, a nawet doktoraty. Na uwagę zasługuje wręcz perfekcyjna mimika twarzy oddająca każdą emocją targającą Lincolna. Opanowany głos, sposób poruszania się, nienaganna dykcja, sylwetka sprawiają, że oglądając film ma się wrażenie, że widzi się prawdziwego Lincolna – tego, którego przedstawia pomnik w Waszyngtonie. W jego grze zatraca się granica między grą, a rzeczywistością, a to w dzisiejszych czasach jest niebywałe. Nic więc dziwnego, że akademia nominowała go do Oscara. Komputery Warszawa

Nie dziwi również nominacja dla fenomenalnej Sally Field, która wcieliła się Mary Todd Lincoln, żonę tytułowego bohatera. Już od pierwszej sceny widać, że mimo silnej osobowości jest ona wyniszczona wewnętrznie. Drżący palec, twarda mina, a w oczach nutka niepewności oddają jej złożoną postać wręcz idealnie. Również na uwagę zasługuje Tommy Lee Jones, który gra… siebie i jego silny temperament, który mimo upływy lat nadal w filmach jest widoczny (ach, te błyskawiczne i cięte riposty podczas przemów!). To dobrze, gdyż tak silnych sylwetek jest coraz mniej w Hollywoodzkim świecie.

 

Film o szesnastym prezydencie Stanów Zjednoczonych wzbudza szacunek, potrafi rozbawić, ale też przytłacza i może znudzić. Jednak warto iść na niego, aby zobaczyć wspaniałą grę aktorską na najwyższym poziomie, której nie było od dłuższego czasu w żadnym kasowym filmie. Niesamowita obsada, świetna muzyka, doskonałe kostiumy i bogate scenerie są siłą tego dzieła. Wielką siłą, której próżno szukać w innych filmach. Laptopy polasingowe Warszawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *