Teoria spiskowa Marvela!

Obecnie znane jako Marvel Studios, przy czym wykupione przez Walt’a Disneya, kiedyś musiało korzystać z pomocy innych wytwórni filmowych. Powstałe w 1939 roku wydawało swoje mało znane powieści obrazkowe w gazetach. Potem- jako Atlas Comics- coraz bardziej rozwijało swoją działalność. W końcu, po wielu, można by rzec reinkarnacjach, stało się jednym z najważniejszych komiksowych wydawnictw w Stanach Zjednoczonych w 1960 roku. Pozyskało m.in. takie postaci jak: Stan Lee, Jack Kirby czy Steve Ditko i stworzyło największy koncern komiksowy- obejmujący na chwilę obecną nie tylko rysowane historie, ale również filmy, gry, animacje czy gadżety.

Marvel Entertainment pierwszy raz pokazało swoją „samowytwarzającą” gałąź filmową w 2008 roku, przy okazji wielkiej premiery jednej z najpopularniejszych postaci: „Iron Mana”. Film, niebędący wspólnym dzieckiem wielu korporacji, zawierał dokładnie to, co chcieli zobaczyć fani komiksów. Ekranizacja, dopracowana w każdym szczególe, nie pozostawiała wiele do życzenia. Zwróciła ponadto uwagę tych, którzy do tej pory nie mieli do czynienia z tym gatunkiem. I tu zaczyna się główny wątek mojego wywodu, związany z niespodzianką, jaka czekała na widzów tuż po napisach końcowych…

Mimo, że trochę wcześniej pojawiła się premiera „Spider-Mana 3”, nie spowodowała tak dużego echa. Wypełniona niewyobrażalnymi zdjęciami i efektami specjalnymi produkcja nie należała jeszcze do grupy, która będzie nawiązywała do czegoś więcej- ekranizacji, która ma zmieść wszystkie poprzednie, zaś z popiołu stworzyć pięknego i potężnego feniksa. Tym, którym przez przypadek lub celowo udało się doczekać do końca napisów, ukazała się bardzo nietypowa scena. Głównemu bohaterowi „Iron Man”, Tony’emu Starkowi, odpoczywającemu w swojej posiadłości- po jakże frywolnym zdemaskowaniu własnej „superbohaterskiej” tożsamości- ukazuje się nietypowa postać. Gościem jest Samuel L. Jackson jako Nick Fury, czyli generał wojskowej organizacji „The Shield”. Po wymienieniu przez naszych bohaterów uprzejmości, Tony Stark dostaje propozycję dołączenia do wielkiego projektu. Nic więcej nie zostaje nam jednak wyjaśnione. Chciałbym objaśnić w tym miejscu tym, którzy nie za bardzo wgryźli się w temat, że S.H.I.E.L.D. to tak potężna wojskowa organizacja- a co najważniejsze: prywatna. Chociaż w mgnieniu oka może objąć władzę nad światem, jej celem jest zapobiegnięcie temu, a jednooki, surowy i nieustraszony dowódca Fury- nigdy do tego nie dopuści. Dopowiem tylko, że Tony Stark w późniejszych tomach komiksu „Civil War” zastąpi na stanowisku generała Fury. Na sam koniec dodam jeszcze, że kiedy w filmie „Iron Man”, Tony Stark po raz drugi wypróbowuje swoją zbroję, na jego stole do badań leży bojowa tarcza Kapitana Ameryki, której autorem jest jego ojciec- Howard Anthony Stark.

Najwyższy czas nadszedł na przedstawienie kolejnego superbohatera. Do kina powraca zielony olbrzym- „Hulk”. W filmie „The Incredible Hulk”, razem z odnowioną obsadą, pojawia się też nowe studio filmowe i pewne wskazówki zobaczyć można już na początku produkcji. Istnieje alternatywny początek, w którym grany przez Edwarda Hortona- Bruce Banner- chce skończyć ze swoim życiem gdzieś w Arktyce. Bierze broń do ręki, przeładowuje i… zamieniając się w Hulka oczywiście jej nie używa, przy czym uderzeniem rąk powoduje rozłamanie góry lodowej. Jeden z odłamujących się kawałków odkrywa przed nami zamarznięte ciało Kapitana Ameryki (uniwersalnego żołnierza, którego orężem była niebiesko-czerwona tarcza z białą gwiazdą, a największym wrogiem neonazista Red Skull). Ale to nie koniec. Pojawiające się obrazy przedstawiają ponadto broń, która może zatrzymać zielonego giganta. Stworzona jest oczywiście przez Stark Industries (firmę Tony’ego Starka), co można uchwycić w trakcie flaszowych, zmieniających się obrazów. Kolejny urywek znów możemy zobaczyć po napisach końcowych. Tym razem to Robert Downey Jr. („Iron Man”),  odwiedza inną komiksową postać. Proponuje generałowi Rossowi „niezwykłe rozwiązanie, na jego niezwykły zielony problem”. Dla niektórych z Was tajemnica powoli zaczyna się krystalizować. Jedziemy więc dalej…
[strona_podzial]
Kolejną, uchylającą rąbka tajemnicy produkcją jest historia jednej z najciekawszych i najbardziej rozpoznawalnych postaci- Wolverine’a. „X-Men Origins: Wolverine” opowiada nam historię życia „rosomaka” i nawiązuje do momentu, w którym stracił pamięć (co zresztą zostało zarysowane już w drugiej odsłonie filmu: „X-Men: Zemsta Wolverine’a”). Pojawia się tam wiele postaci, które będą miały wpływ na późniejsze losy opisanych wcześniej bohaterów. Jednym z nich jest Deadpool, gadatliwy, niezniszczalny, wredny i niezwykle sprytny zabójca, który jest jednym z najciekawszych przeciwników Logana. Kiedy kończy się seans, a wszystkie istotne nazwiska są już wymienione, naszym oczom ukazują się dwie wersje zakończenia. W jednej Wolverine zapija smutki i amnezję w japońskim pubie, w drugiej natomiast możemy zobaczyć, jakie możliwości regeneracji posiada zabójczy Deadpool.

Marvel Studios już ogłosiło plany i rozpoczęło zdjęcia, a także castingi do kolejnych adaptacji, które po kolei będą nam wszystko wyjaśniać. Cała akcja z niedopowiedzeniami czy alternatywnymi zakończeniami, które można zresztą uznać również za wprowadzenia, dąży do przygotowania widzów na „Avengers”. Ekranizację komiksu o najsłynniejszym team-upie superbohaterów Marvel Comics. Należą do niego: Hulk, Spider-Man, Fantastyczna Czwórka, Wolverine, Iron Man, a ich dowódcą jest Kapitan Ameryka. Grupa została założona przez Nick’a Fury’ego, pod patronatem wspomnianej wcześniej organizacji S.H.I.E.LD. Premiera „Avengers” zapowiadana jest dopiero na 2012 rok, gdyż Marvel Studios musi nam do tego czasu przedstawić w swoich filmach jeszcze parę postaci oraz wyjaśnić parę niuansów. Już w przyszłym roku na fanów czekają widowiska takie, jak: „Iron Man 2”, gdzie poznamy Black Widow („Czarną Wdowę”- graną przez Scarlett Johansson), „Thor” (nordycki bóg piorunów, który będzie dumnym członkiem Mścicieli- w jego postaci wcieli się Chris Hemsworth), „The First Avenger: Captain America”, a następnie wreszcie „Nick Fury” i upragnieni „Avengers”.

Tak właśnie wygląda ułożona kostka Rubika-Marvela. Studio przygotowało dla nas niezapomniane wydarzenie, które będzie dawkowane bardzo rzadko, co chyba jeszcze bardziej sprawi że nie będziemy mogli doczekać się kolejnych adaptacji. To, w jaki sposób będzie wyglądał finał nie może być już niestety przewidziane. Komiksy, a zwłaszcza te, o których pisałem są dziełami sztuki samymi w sobie. Marvel Studios to rozumie i widać, że potrafi wykorzystać potencjał swoich dzieci pierwszorzędnie. Pozostaje nam tylko czekać, przy czym mieć nadzieję, że twórcy „Mścicieli” nie zrezygnują ze swojego projektu w połowie drogi…

Autor: Jakub Lipczik

Witryna jest częścią StacjaKultura.pl, a teksty są własnością tego portalu. Witryny utrzymywane dzięki AMSO Rent Wynajem Komputerów. Dziękujemy za pomoc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *