Flyboys (Bohaterska Eskadra) – recenzja filmu

Zanim była bitwa o Pearl Harbor – w powietrzu walczyła eskadra „Lafeyette”. Premiera filmu obeszła się bez większego rozgłosu. Uważam, że powinno być zupełnie inaczej, ponieważ owo niesamowite przedstawienie traktuje temat I wojny światowej w całkiem inny sposób. Oparte na prawdziwych wydarzeniach, przedstawia historię eskadry, stworzonej we Francji do najlepszych walk powietrznych i misji specjalnych. Oddział „Lafeyette” był elitarną grupą, która odmieniała rezultaty bitew I wojny światowej oraz prowadziła niesamowite walki z równie dobrze wyszkolonymi niemieckimi pilotami, walczącymi na trójpłatowcach. Nasi bohaterowie, z różnych przyczyn, spotykają się w jednym oddziale. (Wynajem komputerów

Jedni zaciągnęli się z powodu bankructwa; drudzy, gdyż rodzina ich nie akceptowała; pozostali, ponieważ chcieli „coś” udowodnić. Pośród nich jest również czarny bokser, który miał dość wzmagania w sobie agresji na ringu. Powiedziano im, żeby się zbytnio nie przyzwyczajali i niczego nie planowali, albowiem życie takiego pilota trwa od 3 do 6 tygodni. Rekruci egzystują w dostatku tudzież praktycznie bezproblemowo. Starają się nie rozczulać nad poległymi przyjaciółmi w boju. Ich jedynym zadaniem jest stawiać się na wezwanie i wzorowo wykonywać tzw. „błyskawiczne misje”. Czy w tak krótkim czasie jest miejsce na uczucia i emocje? Na miłość nie, bowiem wkrótce zginą. Mimo to muszą żyć na pełnych obrotach – nigdy nie wiadomo, co może ich spotkać w powietrzu…

Film stanowi spektakularne kino akcji – akrobacje powietrzne wyglądają fenomenalnie oraz sprawiają, że mamy wrażenie osobistego udziału w podniebnych bitwach. Przepiękne zdjęcia idealnie oddają piękno latania, ale także realistykę I wojny światowej. Mamy ponadto okazję zobaczyć walkę piechoty. Aktorzy świetnie odgrywają rolę zagubionych młodzieńców, którzy z dnia na dzień stają się podniebnymi wojownikami. Zmieniają się nie tylko jako mężczyźni, ale również jako piloci tudzież żołnierze. Pieczę nad nimi sprawuje dobroduszny, francuski kapitan – grany przez Jean’a Reno – już od pierwszej minuty zaskarbia sobie naszą sympatię.

Flyboys („Bohaterska Eskadra”) to jedna z najlepszych ekranizacji wojennych ostatnich lat. Smaku dodaje ponadto fakt, że produkcja oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Opowiada losy cichych bohaterów, o których większość z nas nigdy nie słyszała, a warto poznać ich historię i dowiedzieć się, jakimi byli bohaterami.

Produkcja:
USA, Francja, Wielka Brytania
Rok wydania: 2006
Dystrybutor: Kino Świat
Reżyseria: Tony Bill
Scenariusz: Phil Sears, Blake T. Evans
Zdjęcia: Henry Braham
Muzyka: Trevor Rabin
Obsada: James Franco, Philip Winchester, Jean Reno
Gatunek: Akcja, wojenny, dramat
Czas trwania: 140 min.

Ocena: 8/10

Autor Recenzji: Jakub Lipczik

Jesteśmy częścią Stacjakultura.pl a sponsoruje nas AMSO Rent Wynajem laptopów

W Chmurach recenzja filmu

Wielu krytyków i znawców kina zarzuca mu, że w filmie nie pokazał niczego nowego. Może szkoda, że nie ma Oscara za odwagę podjęcia się konkretnej tematyki, bo Reitman na takie uznanie z pewnością zasłużył. W chmurach, dosłownie mówiąc, spędza  życie główny bohater Ryan Bingham (George Clooney). Jego marzeniem jest należenie do wąskiego grona gentelmanów posiadających złotą kartę linii lotniczych, która jest nagrodą za przelecenie 10 mln mil. Ryan jest blisko realizacji celu. Lata w pracy i koszt podróży pokrywa mu firma. Zajmuje się doradztwem zmian w karierze zawodowej, a tak po prostu zwalnia ludzi w sposób umiejętny, aby pokazać im dobre strony tej decyzji. I mowa tutaj o kryzysie, ciągle pojawiają się ujęcia pokazujące redukcję etatów, choćby zwiększająca się grupka pustych krzeseł i biurek ustawionych w nieładzie. Klamra filmu to montaż szybkich ujęć z półzbliżeniami pracowników, którzy właśnie zostają zwolnieni z pracy. Od redukcji stanowisk pracy się zaczyna i na tym się kończy – życie kołem się toczy. I to m.in. wskazuje na to, że głównym tematem jest właśnie kryzys, z którym spotykamy się każdego dnia w naszej rzeczywistości. Można chodzić z głową w chmurach i po prostu nie chcieć zobaczyć prawdziwego problemu.

Czytaj dalej W Chmurach recenzja filmu

Manna recenzja filmu

Polska kinematografia stoi obecnie na przerażająco niskim poziomie. Kolejne produkcje w stylu np. „męska odpowiedź na Lejdis”, widniejąc przy tym na co drugim plakacie w kinie – po prostu zwalają mnie z nóg. Komedie może i Polakom wychodzą, ale ile można ich jeszcze kręcić? Tym bardziej, że filmy o walczących w obronie ojczyzny żołnierzykach z szabelką w ręku przestały być już nawet dobrym „dowcipem”. Na ratunek przychodzi jednak młody debiutant, który swoim pierwszym dziełem zdobywa nagrody i daje mi nadzieję na lepsze jutro polskiego kina.

Marcin budzi się w polonezie, na jakiejś leśnej polance. Nic nie pamięta i w dodatku nie ma zielonego pojęcia, w jaki sposób się tam znalazł. Kluczyków do samochodu nie posiada, zaś z bagażnika wychodzi Piotrek, którego mózg jest tak samo „wyczyszczony” jak u Marcina. Chłopcy zaprzyjaźniają się tudzież starają rozwikłać zagadkę tajemniczej teleportacji na polankę. Żeby problemów było mało – nie mogą się z niej wydostać. Otacza ich rzeczywistość niczym z trójkąta bermudzkiego. Na pomoc przychodzą im spadające z nieba karteczki. Pozwalają także wypowiadać po jednym życzeniu do każdej z nich. Bohaterowie nie są wymagający – zamawiają tylko „pizzę i browarek”, mając przy tym świetny ubaw. Czas leci jednak szybko, natomiast dywagacje między chłopcami robią się coraz dziwniejsze.

Moim zdaniem to najlepszy pomysł na film, który jest w stanie ożywić kilkuletnią i ponadto nużącą tendencję polskiego kina. Zabawna, przewrotna oraz zaskakująca fabuła zachwyca, szybko wciągając widza. Główni bohaterowie są wyraziści tudzież naturalni, co sprawia, że natychmiastowo zaskarbiają naszą sympatię. Młody reżyser, w swoim zakręconym przedsięwzięciu, wiedzie nas przez dziwaczną historię, gdzie irracjonalne sytuacje zderzają się ze sobą nawzajem w czasoprzestrzennej pętli. Pomimo tego, że „Manna” cechuje się zabarwieniem komediowym, posiada także elementy dramatu, momentami nawet lekkiej psychodeliczności. Film jest zarówno obrazem młodego Polaka jak i każdego człowieka, który mógłby się znaleźć w podobnej sytuacji. Takich ludzi jak Hubert Gotkowski potrzebuje polskie kino, gdyż są dla niego szansą na odrodzenie filmowego biznesu. Niecierpliwie czekam na kolejne takie produkcje. Serdecznie polecam tę opowieść wszystkim wrogom produkcji made in Poland J.

Reżyseria: Hubert Gotkowski
Scenariusz: Hubert Gotkowski
Obsada: Marcin Kabaj, Natalia Szypuła, Filip Rojek
Gatunek: Komedia, dramat

Ocena: 7/10

Autor Jakub Lipczik

AMSO Laptopy poleasingowe Warszawa sponsor witryny. Blog jest częścią StacjaKultura.pl

Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia zwiastunu, który znajduje się TUTAJ.

Apocalypto recenzja filmu

Reżyser przedstawił w tym filmie swoją wizję drogi krzyżowej Chrystusa, zrealizował obraz z wielką surowością i brutalnością. Nie inaczej jest w przypadku „Apocalypto”.

„Pasja” i „Apocalypto” to zupełnie dwa oddzielne fabularnie filmy. Zdjęcia do tego drugiego powstawały w 2006r. w całkowitym ukryciu. Mel Gibson nie tylko napisał scenariusz, ale wziął się też za produkcję i oczywiście reżyserię. Można więc powiedzieć, że „Apocalypto” to jego osobisty projekt. Zapowiedzi były obiecujące.

W filmie nie występują żadne gwiazdy, fabuła opowiada o końcu cywilizacji Majów, a bohaterowie posługują się rodowitym językiem. Historia opiera się na przeżyciach jednego z wielu wojowników amazońskiej dżungli – Łapy Jaguara. „Apocalypto” rozwija się stopniowo, najpierw opisywane są przeżycia bohaterów, ich wzajemne relacje, codzienne czynności, polowania itd. Wszystko ukazane jest na przykładzie jednego z plemion. Wśród nich Łapa Jaguara jest mężczyzną szanowanym, młodym i nieco beztroskim. Chce być dobrym ojcem dla swojego dziecka. Od początku jednak możemy zaobserwować, że jest człowiekiem innym od pozostałych, wyjątkowym. Wydaje się być nieco przestraszony wizją wkroczenia w bezwzględną dorosłość, czasami działa pod wpływem strachu.

Nadchodzi czas próby dla Łapy Jaguara. Pewnego dnia jego wioskę napada inne plemię. Bohaterowi udaje się jednak sprytnie ukryć swoją ciężarną żonę i dziecko, a sam wybiera się do miejsca kultu – legendarnego kamiennego miasta. Podróż ta wydaje się być dla bohatera kompletną niewiadomą. Dopiero później zdaje sobie sprawę, że ma zostać złożony w ofierze tamtejszym bożkom. Wtedy zaczyna się wielka ucieczka Łapy Jaguara w amazońską dżunglę. Jest to o tyle trudne, że jego wrogowie są wręcz zdesperowani, aby schwytać bohatera. Mężczyzna musi nie tylko uciec swoim przeciwnikom, ale również sprostać niepoznanej jeszcze naturze i wrócić po swoją rodzinę.

„Apocalypto” niewątpliwie wciąga. Ogromną zaletę stanowią zdjęcia Deana Semlera, który z łatwością operuje kamerą w dżungli. Sceny gonitw, pościgów, polowań są sfilmowane bardzo efektownie. To również zasługa sprawnej reżyserii Mela Gibsona, który realizuje fabułę. Tym filmem przekonał mnie do siebie całkowicie. Dawno nie oglądałem obrazu, który wciągnął mnie w tak dużym stopniu już od pierwszej minuty. Mimo że film trwa ponad dwie godziny, nie nudzi i stale trzyma w napięciu.

Film wydaje się być produkcją perfekcyjną. Zaskakuje, nie jest przesadzony ani naciągany, ma świetną muzykę i wspaniałą, egzotyczną scenerię. Cały czas podążamy śladami Łapy Jaguara, mamy okazję poznać wszelkie niebezpieczeństwa czyhające w dżungli. Może pod koniec filmu robi się zbyt heroicznie i patetycznie, ale to zupełnie nie przeszkadza w oglądaniu. Gibson niewątpliwie poradził sobie z tematem, bo chociaż historia może wydawać się z pozoru nieco naiwna i wyolbrzymiona, w rzeczywistości taka nie jest.

Ten, kto jednak spodziewał się opowiedzenia historii schyłku cywilizacji Majów, ich wewnętrznego rozłamu oraz momentu wkroczenia na ich ziemię konkwistadorów, mocno się zawiedzie. Mel Gibson jedynie sygnalizuje to zjawisko, szczególnie pod koniec filmu. „Apocalypto” nie ma w sobie dużej dawki historii, bo reżyser postawił na akcję i świetną pod każdym względem, wciągającą opowieść.[strona_podzial]

Tytuł oryginalny: Apocalypto
Produkcja: USA
Rok wydania: 2006
Dystrybutor: Monolith
Reżyseria: Mel Gibson
Scenariusz: Mel Gibson, Farhad Safinia
Zdjęcia: Dean Semler
Muzyka: James Horner
Obsada: Rudy Youngblood , Dalia Hernandez, Jonathan Brewer
Gatunek: Dramat, przygodowy
Czas trwania: 139 min.

Ocena: 8/10

autorem recenzji jest Juliusz Żebrowski

Sponsorem witryny jest sieć sklepów AMSO Komputery poleasingowe. Blog jest częścią StacjaKultura.pl

Oda Do Radości recenzja filmu

Produkcja ta bowiem jest zbiorem trzech nowelek, a dodatkowo każda z nich jest wyreżyserowana przez inną osobę. Mimo wszystko tworzą one wspólną całość, na tyle ujmującą, że film ten otrzymał „Nagrodą Specjalną Jury” na festiwalu w Gdyni.

Jak już wspomniałem, „Oda do radości” składa się z trzech epizodów, które opowiadają o młodych ludziach poszukujących szczęścia w naszym rodzimym kraju.

Pierwsza nowelka nosi tytuł „Śląsk” i została wyreżyserowana przez Annę Kazejak-Dawid. Bohaterką tej historyjki jest Agnieszka powracająca z Anglii, gdzie była zatrudniona jako sprzątaczka. Kiedy dociera w rodzinne strony, rzeczywistość ją przeraża. Dowiaduje się bowiem, że w Polsce nie jest tak wesoło jak na Wyspach. Ojciec strajkuje, aby nie zamknięto jego kopalni, matka zaś straciła pracę. Dziewczyna nie chce jednak się poddać. Inwestuje ciężko zarobione pieniądze i otwiera zakład fryzjerski.

„Warszawa” to tytuł drugiej noweli. Reżyserem jej jest Jan Komasa. Jak nietrudno się domyślić, akcja tego epizodu rozgrywa się w Warszawie. Bohaterem jest Michał – młody raper bez wykształcenia. Niestety, jego życie również nie jest sielanką. Mimo tego, że wygrywa konkurs na najlepszego hip-hopowca, ma problemy rodzinne. Dodatkowo ojciec jego dziewczyny upokarza go na każdym kroku, a na końcu nakłania swoją córkę do wyjazdu.

Bohaterem trzeciej, a zarazem ostatnie nowelki noszącej tytuł „Morze” jest Wiktor. Scenariusz napisał Maciej Migas. Historia opowiada nam o losach człowieka, który po studiach w Warszawie powraca do rodzinnego domu. Tam podejmuje pracę w sklepie rybnym. Dla niego życie także nie układa się pomyślnie. Rodzina pragnie pozbyć sie go, aby wynająć przyczepę kempingową w której mieszka. W pracy też mu się nie układa, gdyż ciągle jest upokarzany przez kolegów i szefa.

Apogeum całego filmu jest spotkanie trzech wyżej opisanych przeze mnie bohaterów…

Najmocniejszym punktem „Ody do radości” jest jej realistyczne ukazanie postaci i ich problemow. Niesamowicie wiarygodni bohaterowie i ich historie sprawiają, że czujemy z nimi więź. Przekonujemy się, że Polska nie ma nic do zaoferowania młodym, utalentowanym ludziom. Tutaj każdy oddycha z trudem. Anna Kazejak, Jan Komasa i Maciej Migas nie dają recepty na szczęśliwe życie. Zmuszają nas tylko do refleksji o życiu doczesnym.

Mimo tego, że film jest krótki, a miejscami strasznie uproszczony, potrafi przekazać wszystkie bolączki szarej, smutnej rzeczywistości, z która paktycznie każdy z nas spotkał się w swoim życiu. Widowisko polecam każdemu, zwłaszcza, że aby wejść w jego posiadanie, wystarczy odwiedzić witrynę: oda do radości.

Witryna utrzymana dzięki AMSO Komputery poleasingowe.

[strona_podzial]
Tytuł oryginalny:
Oda do radości
Produkcja: Polska
Rok wydania: 2005
Dystrybutor: Gutek Film
Reżyseria: Anna Kazejak-Dawid, Jan Komasa, Maciej Migas
Scenariusz: Anna Kazejak-Dawid, Jan Komasa, Maciej Migas
Zdjęcia: Klaudiusz Dwulik
Muzyka: Jacek Lachowicz
Obsada: Małgorzata Buczkowska-Szlenkier, Dorota Pomykała, Piotr Głowacki
Gatunek: Dramat, obyczaj
Czas trwania: 118 min.

Mistrz recenzja filmu

Coraz więcej ludzi zaczyna się nią interesować, głównie z powodu wzrostu popularności mma, a także brazylijskiego sportu.

Film opowiada o mistrzu Michaelu Terry, który prowadzi swoją szkołę jiu-jitsu, opartą na jego własnych zasadach treningu. Terry nie startuje w zawodach, gdyż uważa, że współzawodnictwo osłabia i nie jest walką. Jego myślenie zaczyna się zmieniać, gdy szkole zaczyna brakować pieniędzy. Na ratunek przychodzi słynny aktor, którego nasz bohater uratował w czasie bójki w barze. Obiecuje mu posadę producenta jego filmu i choreografa walk. Jego żona natomiast otrzymuje kontrakt na projektowanie ubrań od partnerki słynnego celebryta. Okazuję się, że świat „high life’u” bezlitośnie wykorzystuje ludzi o wielkim sercu. Kradną pomysły treningowe Terry’ego, wykorzystując je w filmie, a także w zawodach formuły IFA. Mike i jego żona stają na granicy bankructwa, więc Terry decyduje się na udział w turnieju. Wygrana wynosi 50 milionów dolarów.

Główny bohater jest mistrzem, ceniącym ponad wszystko filozofię sztuk walk, ideologię mistrzów i zasady, na których powinno się bazować w czasie treningu. Dużym ciosem dla niego jest moment, kiedy dowiaduje się, że cały turniej opiera się na korupcji i oszustwach. Walka o drogocenny „czerwony pas” to tak naprawdę biznes, tudzież ustawione z góry potyczki. Michael podejmuje decyzję, by to wszystko zmienić w dość niekonwencjonalny sposób.

W filmie Mameta akcji jest niewiele, mimo to historia jest wciągająca. Świetna gra aktorska powoduje, że mamy do czynienia z kinem wysokich lotów. Dawno nie oglądałem filmu o sztukach walki, który nawiązywałby wyłącznie do samej filozofii tego sportu. Dzisiaj już prawie nikt nie zwraca uwagi na zasady oraz idee towarzyszące technikom samoobrony – a przecież właśnie to jest w nich najważniejsze. Sport na wysokim szczeblu zawodowym bywa ustawiany – dzisiaj to już nie tajemnica. Jeżeli ludzie trenujący jakąś dyscyplinę będą oglądać produkcje tego typu, może coś się zmieni. Przede wszystkim „Redbelt” przeznaczony jest dla fanów filmów akcji. To pewnego rodzaju odskocznia. Moim zdaniem bardzo dobra opowieść, serdecznie polecam.

Tytuł oryginalny: Redbelt
Reżyseria: David Mamet
Scenariusz: David Mamet
Obsada: Chiwetel Ejiofor, Max Martini, Alice Braga
Gatunek: Akcja, dramat

Ocena: 9/10

Autor: Jakub Lipczik

Tekst pochodzi z portalu StacjaKultura.pl i blog ten należy do niego. Sponsorem witryny jest AMSO Komputery poleasingowe.

Drabina Jakubowa recenzja filmu

Trzeba się w niego zagłębić, aby zrozumieć to, co chce nam przekazać. Był reklamowany jako horror, jednak według mnie – ma z tym gatunkiem niewiele wspólnego. Bardziej nazwałbym go filmem typowo psychologicznym.

Obraz wyreżyserował Adrian Lyne, autor „Lolity”, „Niemoralnej propozycji” oraz „Fatalnego zauroczenia”. Opowiada o byłym żolnierzu, uczestniku wojny w Wietnamie. Jacoba Singera dręczą koszmary dotyczące owej wojny. Często widzi demony, jakieś dziwne stwory.

Jacob jest w tym filmie kluczową postacią, łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością. Do pewnego momentu, wszystko wydaje się być normalne. Wojna w Wietnamie to tylko wspomnienia, natomiast bohater ma swoje życie prywatne. Dopiero później zaczyna się gmatwać. To, co wydawało się rzeczywistym życiem Jacoba- jest tylko wspomnieniem, osobliwym koszmarem. I tak w kółko. Widz w końcu nie wie: „kim jest Jacob?”.

Fakty są takie: bohatera nękają wspomnienia, stara się z nimi uporać; spotyka się z kolegami- okazuje się, że oni również mają takie wizje. W końcu wychodzą podejrzenia, że podczas wojny w Wietnamie, stało się coś dziwnego, ponieważ każdy z weteranów nie pamięta jednej nocy, podczas której toczyły się walki. Podejrzewają, że owa noc wpłynęła na ich psychikę.

Reżyser, z minuty na minutę, coraz bardziej plącze ze sobą kolejne wątki. Film tak naprawdę podzielony jest na trzy części. Pierwsza z nich to wspomnienia z wojny, druga to życie Jacoba z jego dziewczyną- Jezebel, a trzecia to małżeństwo z Sarą. Nikt do pewnego momentu nie wie, które życie bohatera jest prawdziwe, a które jest całkowicie wyimaginowane, zasnute w jego podświadomości. Reżyser bardzo umiejętnie prowadzi ten film. Wgłębia się w psychikę bohatera, stara się dociec, co Jacob czuje, jakie są jego obawy, przed czym cały czas się broni, przed czym ucieka, do czego tak naprawdę dąży i dlaczego jego psychika stała się tak, a nie inaczej ukształtowana? Koszmary zatruwają umysł bohatera. Nie ma on sił się przed nimi bronić, przy czym jest zagubionym, zdezorientowanym człowiekiem. Reżyser świetnie to obrazuje. Tylko, że twórca nie wie, co będzie dalej, co okaże się prawdą, a co fałszem. Stawia widzowi pytanie „Kim jest Jacob?”, ale sam na nie nie odpowiada. Zmusza tym samym do myślenia.

Kluczową sceną w „Drabinie Jakubowej” jest rozmowa doktora Louisa z bohaterem, podczas której masażysta mówi o piekle i niebie. Jeżeli jesteś pogodzony ze swoją śmiercią, demony zamieniają się w aniołów i zabierają Cię do nieba, a jeżeli nie chcesz odejść ze świata żywych, palisz się w piekle. Jest to ważna scena dla sensu całego filmu.

Zaletą obrazu są perfekcyjnie dopracowane zdjęcia. Dzięki nim, widz uzyskuje dokładne odzwierciedlenie stanu umysłu Jacoba. Montaż jest szybki, ujęcia bardzo zróżnicowane, przez co zyskują na efektowności. Jeżeli chodzi o aktorstwo, to znakomitą rolę zagrał Tim Robbins (jako Jacob). Na zbliżeniach, których jest mnóstwo w całym filmie, widz może zobaczyć błędny i zagubiony wzrok bohatera, co jest bardzo istotne. Singer nie jest człowiekiem, stąpającym twardo po ziemii.

Finał tej historii jest bardzo przewrotny, choć można się go domyślić dużo wcześniej. Według mnie, jedyną wadą filmu jest ostatnia scena, która była zupełnie niepotrzebna. Reżyser mógł zaufać inteligencji widzów.

Adrian Lyne daje wskazówki podczas trwania filmu, co jest rzeczywistością, a co chmarą wspomnień. Tylko czy koniec tej opowieści jest jednoznaczny? Co jest prawdą? Czy prawda istnieje? Czy życie, które przeżywamy to nasze życie czy tylko nędzne i bezwartościowe produkty naszej podświadomości? A może to tylko wspomnienia? Film jest jednym słowem: unikalny.

Produkcja: USA
Reżyseria: Adrian Lyne
Scenariusz: Bruce Joel Rubin
Zdjęcia: Jeffrey L. Kimball
Muzyka: Maurice Jarre
Gatunek: Horror, psychologiczny

Ocena: 9/10

Autor tekstu Juliusz Żebrowski.

Teksty są własnością portalu StacjaKultura.pl, który wspólnie z AMSO Komputery poleasingowe pragnie dbać o to by wartościowe materiały nie znikły z sieci.