Siedem lat w Tybecie recenzja filmu

Heinrich Harrer (Brad Pitt) to wybitny austriacki alpinista, uczestnik zimowych Igrzysk Olimpijskich w kombinacji narciarskiej (zjazd i slalom) w 1936 roku. Akcja rozpoczyna się w 1939 roku, gdy bohater jest członkiem niemieckiej wyprawy w Himalaje, w celu zdobycia trudno dostępnego szczytu Nanga Parbat. Przewodzi jej Peter Aufschnaiter (świetny David Thewlis) Ekspedycja nie zostaje zakończona sukcesem, ale czeka na nich coś gorszego: w związku z wybuchem II wojny światowej zostają wzięci do brytyjskiej niewoli. Po kilku latach uwięzienia uciekają z obozu, a po długiej i wyczerpującej tułaczce docierają do stolicy Tybetu – Lhasy. To tam Harrer poznaje Dalajlamę, który odmieni jego życie.

 

Oglądając początek może się wydawać, ze za chwilę będziemy świadkami obrazu przygodowego. Ale „Siedem lat w Tybecie” to nie film akcji (choć Pitt i Thewlis zostali przed zdjęciami przeszkoleni w zakresie wspinaczki), ale rzecz o wewnętrznej przemianie bohatera. Harrera poznajemy w momencie, gdy zostawia ciężarną żonę na dworcu, a sam wyjeżdża w ważniejszą (w jego mniemaniu) wyprawę w Himalaje. To egoista, skoncentrowany wyłącznie na sobie, posługujący się innymi do osiągnięcia własnych celów. Poza tym jest członkiem NSDAP, choć o tej stronie jego działalności niewiele się dowiadujemy. Ekspedycja sprawi, że straci nie tylko żonę, która odejdzie do przyjaciela, ale także syna, który nie będzie chciał go znać. Dopiero pobyt w Tybecie i spotkanie z młodym Dalajlamą  przyczyni się do powolnego przewartościowania jego życia. Dla Harrera będzie to nauka dostrzegania drugiego człowieka i wrażliwości, a Jego Świątobliwość w jakiś sposób zastąpi mu straconego syna. Natomiast on sam będzie przewodnikiem dla młodego przywódcy w sprawach geograficznych, kulturalnych i technicznych. Laptopy poleasingowe Kraków

Przy tego typu produkcji nie mogło się obejść bez wkroczenia polityki. Władze chińskie bardzo obawiały się (zresztą nie bez podstaw), ze ich kraj zostanie przedstawiony w negatywny sposób i nie pozwoliły na kręcenie na terenie państwa. Jedynie 20 minut filmu udało się potajemnie nakręcić w Tybecie, ale większość zdjęć powstała w Argentynie. Chińczycy dygnitarze wywierali też polityczne naciski na kraje, w których kręcono film, a Pitt i Thewlis dostali dożywotni zakaz wjazdu do ich kraju. Komputery Warszawa

Bardzo ciekawie wyglądała sprawa dotycząca kompletowania obsady. Wystąpiło w nim stu prawdziwych tybetańskich mnichów. Ale za prawdziwą rewelację należy uznać fakt, że za kamerą pojawia się rodzona siostra Dalajlamy Jetsun Pema, która zagrała… matkę Dalajlamy. Sam reżyser miał za to spory problem, by znaleźć odtwórcę roli młodego Dalajlamy. Po długich poszukiwaniach udało mu się odszukać syna dyplomaty, chłopca, który wyróżniał się odpowiednim dystansem i powagą.

Jean-Jacques Annaud to francuski reżyser, wielokrotny laureat Cezara, który zasłynął przede wszystkim ekranizacją powieści Umberto EcoImię róży”. Jego obrazy często zachwycają stroną wizualną, nie lekceważąc przy tym „treści”. Trzeba przyznać, że twórcy udało się stworzyć obraz, który ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Na pewno jest to lepszy i ciekawszy film niż jego poprzednie dzieło „Kochanek”. Nie sposób nie zachwycić się pięknem krajobrazów, które uchwycił kamerą reżyser. Nie można także nic zarzucić, jeśli chodzi o aktorstwo. Pittowi udało się bardzo wiarygodnie pokazać przemianę wewnętrzną bohatera (choć może nie tak rewelacyjnie jak Seanowi Pennowi w „Przed egzekucją”), a Davidowi Thewlisowi bardzo dobrze wcielił się w sympatycznego i szczerego kompana Harrera.

Dlaczego więc film nie spełnia oczekiwań? Scenarzystka Becky Johnston (nominowana do Oscara za „Księcia przypływów”) przyznawała, że przed przystąpieniem do napisania historii nic nie wiedziała o buddyzmie. Szkoda, że jej podróż do Tybetu niewiele zmieniła w tej kwestii, a także na temat tego miejsca. Kilka frazesów wypowiadanych z ust tybetańskich bohaterów i pokazanie kilku zwyczajów nie zmienia faktu, ze przedstawiono tę filozofię bardzo powierzchownie. W latach 90. ubiegłego wieku fenomen buddyzmu próbowali zgłębić także inni mistrzowie: Martin Scorsese w „Kundun – życie Dalaj Lamy” i Bernardo Bertolucci w „Małym Buddzie”. Wydaje się, że żadnemu z nich nie udało się uchwycić sedna buddyzmu i zatrzymali się na etapie zewnętrznego „podglądacza”. Także Annaud

Film reklamowany jest zdjęciem Pitta w objeciach Dalajlamy granego przez Jamyanga Jamtscho Wangchucka. Po seansie filmu, będąc złośliwym, można stwierdzić, że jest to tylko piękna pocztówka, za którą kompletnie nic się nie kryje. Ale nawet zakładając, że jest to prawda (a nie jest), na taką też można momentami popatrzeć z przyjemnością i zachwytem.

[strona_podzial]
Tytuł oryginalny: Seven Years in Tibet
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Rok: 1997
Dystrybutor: Vision Film
Reżyseria: Jean-Jacques Annaud
Scenariusz: Becky Johnston
Zdjęcia: David Breashears, Robert Fraisse
Muzyka: John Williams
Obsada: Brad Pitt, David Thewlis, B.D. Wong, Ingeborga Dapkunajte
Gatunek: Dramat, Biograficzny

Autor tekstu Krzysztof Lemański

Jesteśmy częścią StacjaKulutra.pl, a ten tekst jest własnością tego portalu.

Czas trwania: 139 min.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *