Punisher: Strefa Wojny recenzja filmu

Kto byłby w stanie uwierzyć, że to właśnie kobieta może kręcić tak wspaniałe filmy jak: „Green Street Hooligans” lub „Punisher”? Osobiście chciałbym, żeby Lexi Alexander została moją żoną J. Tym razem wzięła się za adaptację jednego z najpopularniejszych komiksów Marvela, należącego do wielkiej serii pt.: „Marvel Knights”, w której znajduję się m.in.: „Batman” oraz „Daredevil”.

Komiksy to doskonałe podłoże dla wielu filmów, ich ekranizacje zdają się nie mieć końca. Lexi Alexander miała ciężki orzech do zgryzienia, ale jak można było się spodziewać po twórczyni niesamowitej historii kibiców „West Ham”, zdała egzamin na szóstkę z plusem.

Bezlitosny mściciel, który jest nam już dobrze znany, będzie musiał zmierzyć się z bardzo potężnym wrogiem. Owy pojedynek jest jednak czymś nowym, gdyż niszczyciel, z którym przyjdzie mu walczyć, został stworzony przez samego „Punishera”. Frank Castle „zmiata” z ulic swojego miasta jedną mafijną rodzinę za drugą. Większość policjantów mu sprzyja, a jego umiejętności nie zawodzą. Przy jednej z misji, pokonuje rodzinę Rusottich, wrzucając ich szefa, Billy’ego, do zmielarki ze szkłem. W czasie strzelaniny popełnia jednak błąd, albowiem zabija agenta służb specjalnych, który prowadził wewnętrzną akcję we włoskim kartelu. Frank załamuje się i zaczyna myśleć o przejściu na emeryturę. Miasto jednak będzie go potrzebować… jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Laptopy poleasingowe

Punisher”, nieskutecznie zabijając Billy’ego Rusotti, nieświadomie kreuje nowego przeciwnika – Jigsawa. Podobnie jak Frank – wrócił zza grobu. Jego szaleństwo przeraża nawet samo piekło. Jigsaw za główny cel obiera sobie zebranie armii, która ostatecznie zniszczy „Punishera” tudzież rozprzestrzeni w mieście anarchię. Zagrożona jest również żona zmarłego agenta oraz jego córeczka. „Punisher” już raz przeżył śmierć swojej rodziny i nie pozwoli, aby to samo przydarzyło się bliskim dobrego policjanta. Postanawia raz na zawsze zniszczyć Jigsawa. Zemsta ma swoje imię, brzmi ono „Punisher”…

Punisher: War Zone” to bardzo dobra adaptacja kolejnej serii komiksów. Zwłaszcza dla fanów rysunkowych przygód superbohaterów będzie nie lada gratką. Ray Stevenson świetnie wcielił się w postać mściciela, praktycznie przerysował całą jego charakterystykę – od czasów Dolpha Lundgrena jest najlepszym sobowtórem rysunkowego Franka Castle. Całość filmu udekorowano ostrą muzyką rockową m.in.: Rob Zombie i Slipknota. Sceny akcji dosłownie zapierają dech w piersiach, a brutalna „pomysłowość” głównego bohatera nie zna granic. komputery Warszawa

Im więcej tak wyśmienitych ekranizacji ujrzy światło dzienne, tym nie tylko zwiększy się apetyt widzów – również ich wymagania. Nie ma się jednak czego obawiać, dopóki Hollywood ma takich ludzi jak Lexi Alexander. Jeszcze raz chylę czoła przed Marvel Studios.[strona_podzial]

Tytuł oryginalny: Punisher: War Zone
Produkcja: USA, Kanada, Niemcy
Rok wydania: 2008
Dystrybutor: United International Pictures
Reżyseria: Lexi Alexander
Scenariusz: Nick Santora
Zdjęcia: Steve Gainer
Muzyka: Charlie Clouser
Obsada: Ray Stevenson, Dominic West, Doug Hutchinson
Gatunek: Sensacyjny
Czas trwania: 103 min.

Ocena: 8/10

Jakub Lipczik

Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl i ten tekst jest własnością serwisu