Przeminęło z wiatrem recenzja

Opowiadał o miłości czwórki ludzi, na tle wojny, która nawiedziła Stany Zjednoczone w drugiej połowie XIX wieku. Gdy na scenie europejskiej grzmiały pociski artyleryjskie, a łzy napływały do ludzkich oczu z powodu tragedii jak najbardziej realnej, w amerykańskim kinie na terenie Kalifornii, specjalnie wyselekcjonowana publiczność ocierała łzy po seansie wstępnej wersji „Przeminęło z wiatrem”.

Świat zmieniał się za sprawą hitlerowskiego pędowi ku ‘przestrzeni życiowej’, ale Amerykanie jeszcze nie zdawali sobie sprawy, że za kilkanaście miesięcy japońskie bombowce nadlecą nad ich wybrzeże, aby definitywnie zaangażować ich w działania wojenne. W momencie premiery filmu Victora Fleminga wciąż duża część z nich uważała, że nad amerykańską ziemią nadal unosi się powiew dawnych czasów – wiatr niosący ze sobą krzyki Konfederatów i ludzi z północy, którzy starli się ze sobą w trakcie wojny secesyjnej, czyli batalii, która zmieniła Stany Zjednoczone na zawsze.

Opowiadając o „Przeminęło z wiatrem” często zapomina się o należytym naznaczeniu historycznego tła, które w wielu sprawozdaniach niemal zupełnie znika za sprawą emocjonalnego streszczania miłosnych zawiłości, towarzyszących głównym bohaterom melodramatu. Wielka szkoda, ponieważ film twórcy „Czarnoksiężnika z krainy Oz” oferuje widzom więcej, aniżeli jeden z najsłynniejszych w historii kina wątków miłosnych. Jest to również, a może przede wszystkim opowieść, którą doskonale podsumować mógłby utwór amerykańskiej ikony muzyki country i rock, Boba Dylana – „The Times They Are A-Changin”. Tak, „Przeminęło z wiatrem” jest opowieścią o zmieniających się czasach i ludziach, którzy nie do końca potrafią poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. To film o próbie kochania w nowym, ale i niekoniecznie ‘wspaniałym świecie’.

Imiona głównych bohaterów zna niemal każdy – bez względu na to, czy filmem się interesuje, czy też traktuje go jedynie jako miły sposób na zakończenie dnia pracy. Egoistyczna, energiczna i pełna kobiecego wdzięku Scarlett O’Hara, cyniczny oraz nieco zamknięty w sobie Rhett Butler, zagubiony Ashley Wilkes, a także zawsze zgodna z tym, co dyktuje jej sumienie Melanie Hamilton i zawiła sieć relacji, jakie wytworzyły się wokół tej czwórki. To zdecydowanie jedna z legend hollywoodzkiego świata ruchomych obrazów. Podanie dorównujące, a nawet przewyższające te, które towarzyszyły procesowi produkcji leciwego melodramatu. Setki stron poświęcono roztrząsaniu rzekomej niechęci Vivian Leigh (odtwórczyni roli Scarlett) i Clarka Gable’a (amerykańska gwiazda wcielająca się w rolę Rhetta Butlera), kolejne tomy niechęci publiczności do zaangażowania młodej, przy czym nikomu nieznanej Brytyjki do roli Amerykanki z krwi i kości. Procesowi tworzenia scenariusza do filmu poświęcono nawet sztukę teatralną („Moonlight & Magnolia” Rona Hutchinsona). Podsumowując, historii od lat towarzyszy pewna aura niezwykłości stworzona na przestrzeni dziesięcioleci przez ludzi, którzy dla „Przeminęło z wiatrem” zarezerwowali jedynie jeden rzeczownik – ‘legenda’.

I właśnie dzięki ich działaniu, dzięki setkom anegdot- pochodzącym zarówno z procesu kręcenia, jak i z miesięcy poprzedzających działania na planie zdjęciowym oraz wszelakiego typu rankingom, które nieustannie umieszczają film Fleminga w czołówkach wszelkiego typu podsumowań i zestawień amerykańskiej filmografii- „Przeminęło z wiatrem” nie zniknęło w morzu produkcji dryfujących po morzu „Złotych lat Hollywood”. Co więcej, melodramat uważa się za kwintesencję charakterystycznego dla tych, jakże płodnych dla amerykańskiego filmu lat, stylu. Pytanie – „Czy film w rzeczywistości zasługuje na tak wysokie oceny, czy jest po prostu ogromnym sukcesem pokoleń specjalistów od reklamy?”. Wynajem komputerów

Odpowiedź może być tylko jedna – „Przeminęło z wiatrem” zasłużyło na miano ‘kultowości’ z kilku ważnych powodów. Przede wszystkim, to historia, która rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: dosłownej (skoncentrowanej na relacjach uczuciowych pomiędzy bohaterami) i dostrzegalnej, lecz już nie tak oczywistej płaszczyźnie, która odkrywa przed widzem proces odchodzenia ‘dawnej Ameryki’. W postaciach z łatwością można dopatrzeć się pewnych wzorców osobowych, które muszą poradzić sobie z porażką wojsk konserwatywnego południa. Kreowany na świat dżentelmenów oraz ludzi honorowych skrawek Stanów Zjednoczonych zaczyna zmieniać się pod naporem idei zwycięzców – przedstawianych, jako takich ‘małych barbarzyńców’, którzy mieli czelność podciąć gardło południowym tradycjom. Oczywiście kreacja świata na zasadzie biegunowości: ‘dobrzy południowi’ i ‘źli północni’ również pęka w trakcie seansu melodramatu – zaczynamy rozumieć, że w dużej mierze jest to jedynie perspektywa, z jakiej patrzą na rzeczywistość bohaterowie bliżsi ideałom konfederackim.

Prócz subtelnego zarysowania historycznego tła, „Przeminęło z wiatrem” to doskonały pokaz ‘klasycznego, amerykańskiego aktorstwa’- ery, za którą do dziś wzdycha wielu kinomanów. Mimo tego, że z perspektywy czasu i dzisiejszych realiów kreacje stworzone przez Gable’a, Leigh, czy nawet pierwszą nagrodzoną przez Amerykańską Akademię Filmową czarnoskórą aktorkę – Hattie McDaniel, mogą wydawać się nieco przerysowane, to nie można odmówić im czaru dawnych czasów. Minionych lat, w których damy zawsze wyglądały tak, jakby szły na wielki bal, a Panowie, jakby wracali z ważnego spotkania biznesowego. Czasów, kiedy jeśli się już kochało, to koniecznie nieszczęśliwie.

Na przydomek ‘kultowości’ z całą pewnością składają się również zapadające w pamięć krajobrazy amerykańskiego południa i kwestie, wypowiadane na ich tle z ogromną charyzmą, z tym ‘czymś’ w głosie, co w pamięci zapada na długie lata. Podobnie, jak i samo „Przeminęło z wiatrem”, które zdecydowanie warte jest zapamiętania oraz poświęcenia niemal czterech godzin na to, aby przenieść się do XIX-wiecznej Ameryki Północnej. Ten film się nie starzeje, jest jak piosenka Sama z innego klasycznego melodramatu („Casablanki”) – wciąż chcemy, aby zagrał ją ponownie. [strona_podzial]

Autor materiału: Filip Jalowski

witryna jest częścią stacjakultura.pl, a utrzymuje ją amso rent Wynajem komputerów.

Tytuł oryginalny: Gone with the Wind
Produkcja: USA
Rok wydania: 1939
Reżyseria: Victor Fleming
Scenariusz: Sidney Howard
Zdjęcia: Ernest Haller, Ray Rennahan
Muzyka: Max Steiner
Obsada: Clark Gable, Vivien Leigh, Leslie Howard, Olivia de Havilland, Hattie McDaniel
Gatunek: Melodramat
Czas trwania: 226 min.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *