Proces recenzja filmu

Jednak na nim nie kończy się filmografia tego wybitnego reżysera, o czym niestety wielu zapomina; wymieniają oni jeszcze tylko mimochodem Dotyk zła (klasyfikowany często jako ostatni film noir z okresu klasycznego), czy  nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes Otella.

Jedną z jego mocno zakurzonych i zapomnianych perełek, jest z pewnością ekranizacja kafkowskiego Procesu, a jej zrecenzowanie wydaje się dodatkowo uzasadnione faktem, że film ten, jako jeden z nielicznych Orsona Welles`a, jest dystrybuowany w Polsce na płytach DVD (a zatem jest spora szansa, że pisanie o nim nie będzie tylko „sztuką dla sztuki”).

 

O twórczości Franza Kafki napisano już i powiedziano wiele, m. in. to, że jest nieszczególnie wdzięcznym materiałem dla filmowców. Jeśli jest tak w istocie, to Proces w reżyserii autora Obywatela Kane`a, jest znaczącym wyjątkiem od tej reguły. Z pewnością duża w tym zasługa scenariusza, który nie jest wierny oryginałowi literackiemu. To raczej jego maksymalnie skondensowany ekstrakt, skonstruowany – bez dbałości o pierwotną kolejność zdarzeń czy zachowanie dialogów w powieściowym kształcie – ale z myślą o ich zdynamizowaniu dla potrzeb dwugodzinnego filmu. Jednak w wyniku tych zabiegów, podstawowe sensy, jakie niosła ze sobą powieść Kafki, jak i jej ponura, oniryczna atmosfera, nie zostały zatracone. Wynajem laptopów

 

Oryginał literacki został również w specyficzny sposób zinterpretowany i uwspółcześniony przez Orsona Welles`a. Najistotniejszym dodatkiem reżysera jest tutaj, sprzężenie z kafkowskim Procesem refleksji nad społeczeństwem nowoczesnym. Protagonista – K., jest tutaj pokazany, wręcz literalnie, jako tryb przerażającej i uniformizującej maszyny produkcyjnej, na którą składa się wiele istnień ludzkich. Świetną tego ilustracją jest scena, kiedy udaje się tuż po aresztowaniu do pracy. W książce był on pnącym się w górę prokurentem bankowym, posiadającym własny gabinet i obsługującym ważniejszych klientów indywidualnie. Welles natomiast, umieszcza swojego Józefa K. w olbrzymim, surowym pomieszczeniu przypominającym halę fabryczną, gdzie setki urzędników pracują, przy umieszczonych symetrycznie biurkach, w akompaniamencie huku używanych przez nich maszyn do pisania. Pomimo, iż K. zajmuje w swojej firmie trochę wyższe stanowisko, jest on tylko jednym z nich – anonimowym człowiekiem pracującym przy maszynie do pisania. Równie dobitnie pokazuje to – niemająca rzecz jasna w książce miejsca – scena, kiedy wuj K. sugeruje mu, żeby zapytał o swój proces olbrzymi komputer. Józef K. odpowiada krewnemu, że mózg elektronowy nie mógłby udzielić odpowiedzi tak po prostu, potrzebne byłyby mu dane statystyczne dotyczące K.; a więc bliżej nieokreślony system reifikuje ludzi, poprzez sprowadzenie egzystencji jednostki tylko, do mających ją w pełni charakteryzować danych liczbowych. Maszyna natomiast staje się czymś znacznie ważniejszym i doskonalszym od człowieka, iście boską wyrocznią.

 

Atmosfery powieści, skonstruowanej przecież z myślą o maksymalnej przezroczystości instancji nadawczej, nie burzą też o dziwo, specyficzne dla Welles`owskiej stylistyki fajerwerki wizualne: długie ujęcia kręcone z użyciem głębi ostrości; okazyjnie szybszy montaż (np. w scenie Siepaczem); barokowe, często napęczniałe od setek osobliwych przedmiotów kadry; kręcone przy pomocy obiektywów szerokokątnych spotworniałe facjaty rodem z sennych koszmarów (które notabene przywodzą na myśl nieco wcześniejszy Dotyk zła). Każdy chwyt formalny – nawet jeśli bardzo wyraźnie się wyróżnia – jest tu bowiem, jak w innych filmach autora Obywatela Kane`a, ściśle skorelowany z fabułą. Dodatkowo pojawia się kilka scen nakręconych w stylistyce typowej dla Nowej Fali Francuskiej, która w latach 60 była dla wielu reżyserów bardzo inspirującym zjawiskiem estetycznym. Mowa tu dokładnie o wykorzystywanej często w ścieżce dźwiękowej improwizacji jazzowej, która towarzyszy K. chociażby w drodze do malarza Titorelliego.

 

Nie tylko jednak zabiegi techniczne pomagają utrzymać Welles`owi iście kafkowską atmosferę. Nie bez znaczenia jest rzecz jasna gra aktorska, znanego szerszej publiczności z Psychozy Alfreda Hitchcocka, Anthonego Perkinsa, który wcielił się w Józefa K. Używane przez niego nadekspresywne i bardzo teatralne środki, pomagają zarówno zwrócić naszą uwagę na sztuczność diegetycznego świata i rządzących nim praw, jak i podtrzymać niepokojącą, oniryczną atmosferę całości. Oprócz Perkinsa, ciekawe kreacje stworzyli również  Jeanne Moreau, Romy Schneider, Michael Lonsdale, oraz sam Orson Welles, który obsadzając samego siebie w roli adwokata, zdaje się, po raz kolejny – niby malarz w dolnym rogu obrazu – umieszczać na taśmie filmowej autorską sygnaturę.

 

Rekapitulując, Proces Welles`a to nie sztampowa i literalna adaptacja Kafki, tylko przykład świetnej i bezbolesnej transformacji literatury w tekst filmowy, który zmierza w stronę autonomicznego i autorskiego dzieła.

Tekst autorstwa: Tomasz Szczęsny

Witryna jest częścią StacjaKultura.pl, a tekst jest jej własnością. Sposnor to AMSO Rent wynajem komputerów

[strona_podzial]

Tytuł oryginalny: Le Procés
Data premiery: 21. 12. 1962
Produkcja: Francja, Jugosławia, Włochy, RFN
Reżyseria: Orson Welles
Scenariusz: Orson Welles, Pierre Cholot
Zdjęcia: Edmond Richard
Obsada: Anthony Perkins, Romy Schneider, Jeanne Moreau, Orson Welles, Michael Lonsdale

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *