Uczeń Czarnoksiężnika recenzja filmu

„Książe Persji” to film bardzo dobry i efektowny. Zarobił dużo pieniędzy oraz sprawił, że nazwisko Bruckheimer jeszcze raz pojawiło się na ustach wielu widzów. Producent jednak chciał bardzo szybko pójść za ciosem, co skończyło się słabą produkcją, do której notabene wciągnął nawet Nicolasa Cage’a. „Uczeń czarnoksiężnika” to dziecko znanej nam m.in. ze „Skarbu narodów” trójcy Cage-Turteltaub-Bruckheimer. Dochodzi do tego także Disney, który przecież ostatnio położył swoją dłoń nawet na wydawnictwie Marvel. Taka fuzja nie tylko ułatwia twórcom, którzy mają dzięki temu wiele środków do produkcji, ale zrzuca na właścicieli pewne brzemię. Jest nim gniew widzów, którzy wiedząc o takiej potędze technicznej filmowej drużyny domaga się rewelacyjnego i zapierającego dech kina. Tym razem, wszyscy się potknęli, przy czym nawet Cage nie dał rady się obronić.

Czytaj dalej Uczeń Czarnoksiężnika recenzja filmu

W Chmurach recenzja filmu

Wielu krytyków i znawców kina zarzuca mu, że w filmie nie pokazał niczego nowego. Może szkoda, że nie ma Oscara za odwagę podjęcia się konkretnej tematyki, bo Reitman na takie uznanie z pewnością zasłużył. W chmurach, dosłownie mówiąc, spędza  życie główny bohater Ryan Bingham (George Clooney). Jego marzeniem jest należenie do wąskiego grona gentelmanów posiadających złotą kartę linii lotniczych, która jest nagrodą za przelecenie 10 mln mil. Ryan jest blisko realizacji celu. Lata w pracy i koszt podróży pokrywa mu firma. Zajmuje się doradztwem zmian w karierze zawodowej, a tak po prostu zwalnia ludzi w sposób umiejętny, aby pokazać im dobre strony tej decyzji. I mowa tutaj o kryzysie, ciągle pojawiają się ujęcia pokazujące redukcję etatów, choćby zwiększająca się grupka pustych krzeseł i biurek ustawionych w nieładzie. Klamra filmu to montaż szybkich ujęć z półzbliżeniami pracowników, którzy właśnie zostają zwolnieni z pracy. Od redukcji stanowisk pracy się zaczyna i na tym się kończy – życie kołem się toczy. I to m.in. wskazuje na to, że głównym tematem jest właśnie kryzys, z którym spotykamy się każdego dnia w naszej rzeczywistości. Można chodzić z głową w chmurach i po prostu nie chcieć zobaczyć prawdziwego problemu.

Czytaj dalej W Chmurach recenzja filmu

Koszmar z ulicy Wiązów recenzja filmu

Poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, gatunek ten sprowadzony został do roli bastionu dla cierpiących na brak oryginalności i pozbawionych nowych pomysłów producentów. Przez taki rozwój wypadków, na ekrany współczesnych kin wracają więc kultowe postaci grozy, których imiona stały się swoistym znakiem rozpoznawczym złotej ery slasherów lat 80. poprzedniego stulecia.

Czytaj dalej Koszmar z ulicy Wiązów recenzja filmu

Thor recenzja filmu

Całe uniwersum Marvela powoli wypełnia się kolejnymi postaciami – przygotowując nas jednocześnie do „The Avengers” w 2012 roku. Bardzo przyjemnym aspektem są też krótkie filmiki wprowadzające do następnych części,  a pojawiają się po każdej ekranizacji spod skrzydeł Marvel Studios (zaczęło się już od „Iron Mana”). Jak wiadomo „Mściciele” to Wasp, Spider-Man, Wolverine, Hulk/Banner, Iron Man i właśnie bóg piorunów Thor. Bohater nowego filmu razem z Kapitanem Ameryką był założycielem grupy, która podlegała Nickowi Fury, a także organizacji S.H.I.E.L.D. Członkowie „Avengers” zmieniali się przez lata, ale fasadę grupy stanowili wyżej wymienieni superbohaterowie. Twórcami ich przygód byli: ojciec X-Menów Stan Lee i twórca „Fantastic Four” Jack Kirby. Kilka z nich miało już swoje filmy ale przed nami jeszcze przygody Fury’ego, Cap’a i co najmniej dwa spin-offy, m.in. o poruczniku „Hawkeye” (genialnym snajperze-łuczniku odgrywanym przez Jeremy’ego Rennera).  Kolejną ekranizacją zaczynamy od celtyckiego boga-wojownika.

Czytaj dalej Thor recenzja filmu

Teoria spiskowa Marvela!

Obecnie znane jako Marvel Studios, przy czym wykupione przez Walt’a Disneya, kiedyś musiało korzystać z pomocy innych wytwórni filmowych. Powstałe w 1939 roku wydawało swoje mało znane powieści obrazkowe w gazetach. Potem- jako Atlas Comics- coraz bardziej rozwijało swoją działalność. W końcu, po wielu, można by rzec reinkarnacjach, stało się jednym z najważniejszych komiksowych wydawnictw w Stanach Zjednoczonych w 1960 roku. Pozyskało m.in. takie postaci jak: Stan Lee, Jack Kirby czy Steve Ditko i stworzyło największy koncern komiksowy- obejmujący na chwilę obecną nie tylko rysowane historie, ale również filmy, gry, animacje czy gadżety.

Czytaj dalej Teoria spiskowa Marvela!

Wall-E recenzja filmu

W dobie ogólnego konsumpcjonizmu i masowej komputeryzacji często pojawiają się produkcje dotyczące zagłady ludzkości. Jak jednak można to ubrać w animację? A właśnie w taki sposób w jaki zrobili to twórcy przesympatycznego Wall E′ego. Kiedy zasiadałem przed seansem nie oczekiwałem ambitnej, a tym bardziej tak zabawnej historii. Pełen przekazów, emocji, uczuć film trafia w sedno każdego widza.

Film opowiada o robocie, który pozostał sam na Ziemi, po tym jak wszyscy ludzie uciekli w kosmos z powodu za dużego zaśmiecenia planety. Nie ma już oceanów, rzek, błękitnego nieba. Tylko pustynie śmieci, które Wall E sprzątał, gdyż jest robotem przetwarzającym. Bardzo szybko się jednak uczy i uwielbia oglądać telewizję. Pewnego razu, na Ziemię przylatuje dziwny statek, który wysyła białego robota bojowego do sprawdzenia planety. Nasz bohater poznaje nowego przybysza o imieniu „EVA”. Gdy nowy przyjaciel Wall E’go znajduje to, po co przybył, zostaje zabrany z powrotem w kosmos. Nie leci jednak sam, razem z Eva podróżuje też mały robocik, który nie wie, że w miejscu z którego pochodzi jego sympatia, to właśnie on przeprowadzi istną rewolucję.

Naprawdę nietuzinkowa animacja, piękne zdjęcia i efekty zachwycają oko, a mechaniczni bohaterowie bardzo szybko kradną nasze serca. Relacja pomiędzy bohaterami została ukazana w tak niezwykły sposob, żę momentami ciężko jest nam uwierzyć jak właściwie niemi bohaterowie (w dodatku mechaniczni) mogą przybliżać nam nasz własne, ludzkie rozterki nie tylko te sercowe. Mimo, że nie wypowiadają praktycznie żadnych słów, są bardziej wymowni niż niejeden aktor.  Przygody robotów okala bardzo klimatyczna muzyka i bajeczna wręcz animacja. Całość idealnie do siebie pasuje zabierając nas w podróż nie tylko w kosmos ale i do wnętrza każdego z nas. Główni bohaterowie z upływem fabuły stają się ikonami rewolty, jaka będzie miała miejsce w ludzkiej historii i faktycznie, trzeba się zastanowić, czy nie czeka nas taki los jak ludzi, którzy uciekli z Ziemi. Świetny pomysł twórców, zrealizowany w tak fantastyczny sposób, że nie można przejść obojętnie obok tego filmu.

Moim zdaniem, jest to najlepszy obraz animowany, jaki dotychczas wypuścili twórcy z Pixar Studios i nie wiem czy nie najlepszy w przeciągu kilku czy nawet kilkunastu lat. Teraz, żeby przebić „Wall E”, konstruktorzy animacji będą musieli bardzo się postarać, bo kolejne produkcje widzowie na pewno będą porównywać do przygód małego robota.

autor: Jakub Lipczik

Witryna jest częścią StacjaKultura.pl, a tekst jest własnością tego portalu. AMSO Rent Wynajem Komputerów jest sponsorem wszystkich witryn należących do StacjaKultura.pl

[strona_podzial]


Tytuł oryginalny:
Wall-E
Produkcja: USA
Rok wydania: 2008
Dystrybutor: Forum Film
Reżyseria: Andrew Stanton
Scenariusz: Andrew Stanton
Obsada: Ben Burtt, Elissa Knight, Jeff Garlin
Gatunek: Animacja, familijny, sci-fi
Czas trwania: 98 min.

Ocena: 9/10