Miasto złodziei recenzja filmu

Teraz radzi sobie znakomicie, jako reżyser nawet lepiej niż jako aktor. Inspiracji mu nie brakuje, to widać, a złośliwe komentarze na temat jego osoby powoli zanikają. Film „Gdzie jesteś Amando?”, który Affleck wyreżyserował i w którym obsadził w głównej roli swojego brata, był w moim mniemaniu obrazem doskonałym, jednym z najlepszych w tamtym roku.

Natomiast jako aktor Ben zaliczył ostatnio całkiem niezłą rolę w intrygującym „Stanie gry”. Teraz nadeszła pora na rolę potrójną, bo ikona Hollywoodu (chyba mogę używać takiego określenia) zmierzyła się zarówno ze scenariuszem, reżyserią jak i główną kreacją. Tym razem Affleck zainspirował się kinem sensacyjnym. W sieci nie brakuje już porównań do słynnej „Gorączki” z Al Pacino i Robertem De Niro w rolach głównych. Zresztą te porównania są uzasadnione- w „Mieście Złodziei” też mamy pojedynek dwóch twardych osobowości oraz ogromny, ale niepożądany wpływ kobiety na życie mężczyzny. Oczywiście nie warto w tym momencie oceniać filmu Afflecka z perspektywy dzieła Michaela Manna, bo „The Town” raczej nie zamierza rywalizować z „Heat”- stanowi bardziej hołd niż wyzwanie. Bardzo zaskoczyła mnie świeżość tego obrazu oraz fakt, że mimo dość ogranej historii udało się stworzyć kino nieprzewidywalne, trzymające poziom. Biorąc pod uwagę ostatnimi czasy kondycję filmów sensacyjnych, „Miasto Złodziei” zdecydowanie podnosi poprzeczkę, może też ubiegać się o miano najlepszego filmu roku tego gatunku. Ośmieliłbym się nawet zaryzykować tezę, że nie obejdzie się bez nominacji do Oscarów. Wskazują na to chociażby liczne wyróżnienia na festiwalach będących tylko przedsmakiem do rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. I nie mówię tu tylko o nominacji za „Najlepszy Film”, ale również za reżyserię Bena Afflecka, który z tym zadaniem poradził sobie całkiem zgrabnie.

Mamy więc klasyczną historię- 4 facetów znających się od lat napada na banki i okrada samochody w jednej z dzielnic Bostonu. Ich szefem jest Doug MacRay. Oczywiście między mężczyznami istnieje szereg zależności, głównie między Doug’iem, a Jamesem- jest to zresztą bardzo ciekawy wątek produkcji, dobrze rozwinięty. Szef szajki tak naprawdę nie jest złym facetem, nigdy nikogo nie zabił, zawsze stara się nikomu nie wyrządzić krzywdy- z natury jest dobrym człowiekiem, robi po prostu to co umie. Jego przeciwieństwem jest porywczy, ale zdolny do największych poświęceń James. Sytuacja nieco się komplikuje, kiedy panowie dokonują wielkiego skoku, podczas którego jako zakładnika biorą pracownicę banku- Claire Keesey. Kobietę oczywiście później wypuszczają, ale zdają sobie sprawę, że tylko ona poprzez współpracę z FBI będzie w stanie wsadzić ich za kratki. Nikt jednak nie potrafi przewidzieć faktu, że Doug się w niedalekiej przyszłości w Claire zakocha i będzie chciał się dla niej zmienić, po raz pierwszy opuścić Boston, w którym spędził całe dotychczasowe życie. „Miasto Złodziei” przedstawia nam więc ciekawą konfrontację między agentem FBI, który wie, że za szereg rabunków odpowiedzialny jest gang MacRay’a- brakuje mu tylko dowodów- a Doug’iem właśnie, który frajerem nie jest i wie jak uciec od odpowiedzialności. Jeszcze ciekawiej na tle tego wątku rysuje się relacja między Claire, a głównym bohaterem- z początku niewinna, wrażliwa, przekształcająca się z czasem w wielkie zauroczenie i namiętne oddanie. Na uwagę zasługuje również sama postać Jamesa, jako tego, który temperuje Douga i nie popiera jego „miłosnych wyczynów”. Wspomniałem również o zależnościach, które łączą tych dwóch panów. Uwydatniają się one w drugiej części filmu, tej ważniejszej, żywszej, pełnej emocji i ważnych wyborów bohaterów. Ważny jest również wątek dzieciństwa bohatera- jego relacji z ojcem (przebywającym w więzieniu) oraz matką (bardziej wyimaginowaną), która opuściła go kiedy ten miał 6 lat. Bardzo wrażliwie Affleck rysuje motyw zawodu na drugiej osobie, idealizacjai przeszłości jako rozdziału życia niepoznanego, nieodkrytego, nasyconego pewnym sentymentalizmem oraz smutkiem.

To na co można narzekać to trochę za mało konfrontacji między samym agentem FBI- Adamem Frawley- a głównym bohaterem. Brakowało mi twardych dialogów między nimi dwoma (był zaledwie jeden). Ten fakt można jednak pominąć, gdyż akcja filmu miała szybkie tempo, szereg poszczególnych wątków jako nieprzewidywalnych, nurtowały widza i trzymały w napięciu. Nieznana pozostawała też przez cały czas wizja zakończenia. Oczywiście to wszystko stanowi pewne utarte schematy, które już nie raz w kinie widzieliśmy, Affleck jedynie odświeżył gatunek, udało mu się też bardzo umiejętnie sklecić wątki, które normalnie aż tak by nie inspirowały jak to miało miejsce w „Mieście Złodziei”. Bardzo dobrze na ekranie wypadło również samo miasto, czyli Boston, jako miejsce, w którym bohaterowie spędzili całe swoje życie. Kojarzy to się ze swoistą prowincją, wielkim miastem od tej sentymentalnej, szarawej strony, z miejscem, z którego się nie wyjeżdża, nie opuszcza starych murów, z którym wiążą się wszystkie życiowe wspomnienia, nawet te złe. „The Town” to też znakomicie dobrana obsada aktorska-  Ben Affleck, Jeremy Renner (znany  z „Hurt Locker”), świetna ale niedoceniana Rebecca Hall oraz Jon Hamm („Man Men”).

Ben Affleck po raz kolejny podkreślił, że już dawno podniósł się z dna i rusza na podbój filmowej Ameryki. Dobrze powodzi mu się jako aktorowi, ale nawet lepiej jako reżyserowi. Przypominam, że „Miasto Złodziei” wchodzi na polskie ekrany 7 stycznia 2011 roku.

 

Autor; Juliusz Żebrowski

Witryna utrzymana dzięki AMSO REnt Wynajem komputerów. Blog jest częścią StacjaKultura.pl

[strona_podzial]

Tytuł oryginalny: The Town
Produkcja: USA
Rok wydania: 2010r.
Dystrybutor: Warner Bros.
Reżyseria: Ben Affleck
Scenariusz: Ben Affleck, Peter Craig
Zdjęcia: Robert Elswit
Muzyka: David Buckley, Harry Gregson- Williams

Obsada: Ben Affleck, Jeremy Renner, Rebecca Hall, Jon Hamm
Gatunek: Dramat, Kryminał
Czas trwania: 124 min.
Ocena:
 8/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *