Hotel Ruanda – recenzja filmu

W Europie i Ameryce, zostały niemalże do cna wyczerpane i przeniesione na ekran. Może to, może tamto? Faktem jest jednak to, że reżyserzy coraz częściej na swój warsztat filmowy wybierają Afrykę. Niektórzy mówią, że nigdy nie została do końca odkryta, że jest piękna, jest dobrym miejscem do kręcenia filmów ze względu na krajobraz i przestrzeń. Prawdą jest też to, że jest tam taniej – o wiele taniej. Za niewielką cenę można zatrudnić chociażby statystów. Na Czarnym kontynencie wydaje się na film około 40% mniej pieniędzy niż w Stanach Zjednoczonych.

Coraz częściej twórcy interesują się Afryką również ze względu na jakość życia na tamtym kontynencie- głód, bieda, wojny, AIDS. W gruncie rzeczy to tylko niektóre powody, dla których gwiazdy współczują temu kontynentowi i starają się mu pomóc. Jednaże filmy kręcone o Afryce rzadko przedstawiają czyste realia. Trudno jest zatem ukazać reżyserom prawdziwe oblicze Czarnego Lądu. Może ze względu na to, że to zachód podzielił ten kontynent? Na takie warunki życia w Afryce złożyło się bardzo dużo czynników. I jeżeli któryś z tych czynników jest przedstawiany w sposób mało przekonywujący, a co gorsza nieprawdziwy, to od razu cały film staje się przekłamany. Afryka to kontynent, nie kraj. Każde państwo ma inne problemy, zaś amerykańscy twórcy niestety o tym zapominają. Napychają do filmów tyle problemów ile tylko się da, aby stworzyć atmosferę dramatu. A to jest błędem. Bardzo często główne role w filmach o Afryce grają biali ludzie, którzy wiedzą więcej o tym kontynencie niż tubylcy. Poza tym amerykańskie filmy, chociażby z politycznej poprawności i poczucia winy, biorą winę za konflikty w Afryce na siebie.

Komputery Warszawa

Przykłady filmów o Afryce ostatnich lat to m.in. „Sahara”, „Krwawy diament”, „Wierny ogrodnik”, „Ostatni król Szkocji”, „Rozpalić ogień”, „Pan życia i śmierci” czy „Goodbye Bafana”. Większości z tych obrazów (wyłączając „Ostatniego króla Szkocji” oraz częściowo „Wiernego ogrodnika”) zarzuca się powyższe błędy.

„Hotel Ruanda” jednak nie zalicza się do tej grupy. To film o podziale Rwandy na Hutu i Tutsi oraz panujących między nimi różnicach, które doprowadziły do niezwykle krwawej wojny w 1994 roku. Tutaj konflikt został zapoczątkowany przez kolonizatorów, czyli w tym przypadku Belgów. Reżyser stawia sprawę jasno- to kraj Beneluxu jest przyczyną konfliktu Hutu i Tutsi.

Laptopy poleasingowe Warszawa

Na tle wojny przedstawiona została rodzina Rusesabagina, na której czele stoi głowa rodziny i właściciel dwóch hoteli- Paul. To on jest jedynym zaufanym Hutu wśród ludności. Paul obiecuje swojej rodzinie, że będzie ją chronił bez względu na wszystko.

W tej produkcji konflikt został przedstawiony realistycznie, czyli brutalnie. Ludziom się nie ufa, większość z nich to bowiem donosiciele. Wszyscy dbają tylko o swoje ciała i dusze. Bezwzględni żołnierze mordują Hutu, zabijają wszystkich napotkanych Tutsi, ale także niektórych swoich „rodaków”. Dużo ludzi traci na swoich oczach bliskich albo musi ich zabić, ponieważ sami mogą zostać pozbawieni życia. Powoduje to przerażenie całej ludności, obywatele Rwandy boją się, że niedługo spotka ich to samo, co poprzedników. Wywołuje to u nich reakcje obronne. Szukają schronienia- a trudno znaleźć wśród złych ludzi choć jednego dobrego, który udzieliłby im tego schronienia. Jednakże i są tacy ludzie. Dobroć Paula Rusesabaginy to z pewnością wyjątek. Mimo, że planował ochraniać tylko swoją rodzinę, to pomógł ponad tysiącom osób. W czasie wojny pokazał ogromną wrażliwość na ludzką bezsilność i przemoc zarazem. Dał się poznać jako człowiek o wielkim sercu, oddając wręcz wszystko, aby uratować wiele istnień, np.: dzieci z sierocińca, chociaż do dyspozycji miał niewiele. Wszystkie wojska zaczynały stopniowo opuszczać Rwande, europejscy żołnierze po prostu stchórzyli. Warto dodać, że nawet ONZ chwilowo odwróciło się od rzezi w Afryce.

Twórcy świetnie odzwierciedlili sytuację panującą na Czarnym Lądzie. Wszyscy zapominali o tym kontynencie. Dziennikarze, którzy mieli za zadanie kręcić w Afryce materiały na temat Ruandy, szybko stwierdzili, że nikt nie zareaguje na ową krwawą rzeź, jeżeli nawet pokażą ją w wieczornych wiadomościach. Żadnej pomocy z zewnątrz. Afryka wydawała się wtedy kontynentem tak odległym od europejskich i amerykańskich cywilizacji, że aż niedostępnym. Pomoc jednak zjawiła się. Niewielka, ale jednak- w postaci wiz dla niektórych rodzin przebywających w Ruandzie.

„Hotel Ruanda” to wyśmienita opowieść o człowieku, który uratował życie dokładnie 1268 osobom. Don Cheadle wcielił się w Paula z wielkim rozmachem, ukazując przy tym jego psychikę. Odzwierciedlił mężczyznę, który przeżywał wojnę równie mocno przez ten cały czas, obawiającego się ponadto o śmierć bliskich tudzież własną.

Film został oczywiście oparty na autentycznych wydarzeniach. Ukazał praktycznie wszystkie odsłony ludzkiej psychiki i mentalności – od zdolności zadawania bólu, zarówno fizycznego jak i psychicznego, aż po największą dobroć. „Hotel Ruanda” jest niezwykle poruszającym przedsięwzięciem.

Produkcja: USA, RPA, Wielka Brytania, Włochy
Reżyseria: Terry George
Scenariusz: Keir Pearson, Terry George
Zdjęcia: Robert Fraisse
Muzyka: Rupert Gregson- Williams
Obsada: Don Cheadle, Sophie Okendo, Nick Nolte
Gatunek: Dramat, wojenny

Ocena: 8/10

Juliusz Żebrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *