Equilibrium – recenzja filmu

Jeżeli zaś ponury los niewolników – zasilaczy – zostanie im akurat oszczędzony, to mordują się wzajemnie, walcząc o przetrwanie na pustyniach (cykl Mad Max) albo we wszechogarniającej sadzawce (Waterworld). To krótkie zestawienie nie wyczerpuje mimo wszystko możliwych scenariuszy wydarzeń, które od lat przedstawia się w filmach. Niemniej jednak wniosek jest jeden – tak czy siak, mamy przerąbane jak w trabancie na autostradzie między dwoma TIR-ami.



Equilibrium
Kurta Wimmera poniekąd wpisuje się w schemat postapokaliptycznych thrillerów Sci-fi. Ocalała z pożogi III wojny światowej ludzkość, postanawia za wszelką cenę nie dopuścić do wybuchu czwartej. Nawet za cenę tego, co dla wielu stanowi istotę społeczeństwa, tępiąc bezwzględnie wszelkie jej przejawy. Szkoli się do tego celu specjalne oddziały i oczywiście – główny bohater (kleryk John Preston / Christian Bale) jest najlepszym z najlepszych. Jednakże w jego serce wkrada się czerw zwątpienia w słuszność sprawy, pojawia się też potrzeba ekspiacji z tytułu uprzedniej obojętności czy aktywnego uczestnictwa. Symbolem przełomu staje się skamlący szczeniak, którego ratuje spod luf kolegów – siepaczy. Rozpoczyna się widowiskowa walka mistrza nad mistrzami. Ale wróg nie jest w ciemię bity, więc na intrygę bohatera, wspierającego ruch oporu, odpowiada swoją intrygą. Tyle tytułem fabuły, kto ma oczy – zobaczy, kto ma uszy – posłucha, a niektórzy pewnie w nosie też podłubią, ale to ich osobista sprawa.

Laptopy poelasingowe Warszawa

Tak widziany film można błędnie ocenić jako podróbkę
Matrix’a z nową konwencją spuszczania łomotu draniom. Ale to tylko jedna strona medalu. Equilibrium to, wbrew pozorom, film znacznie głębszy nawet w sensie kaleczenia bliźnich. Sztuka jest połączeniem tradycji różnych sztuk walki z wprowadzonymi w życie teoriami naukowymi, czyli czymś w rodzaju sistiemy stosowanej przez sowiecki / rosyjski Specnaz. Uczciwie trzeba dodać, że bardziej widowiskowej niż wyczyny obdarzonego „nadprzyrodzonymi” mocami Neo. Dodatkowo pojawia się niezwykle istotne pytanie o człowieczeństwo, o skutki jego odebrania. Film staje się po przemyśleniu antyutopią w stylu orwellowskiego Roku 1984, gdzie tym razem „być albo nie być” ludzkości wyznacza niewolnicze posłuszeństwo wobec farmakologicznie wspomaganych socjotechniki i eugeniki. Pojawia się wreszcie pytanie o granice ludzkiego szaleństwa, przy czym otwarta pozostaje kwestia, o to, czego mogą podjąć się ludzie, aby uniknąć trzeciej wojny światowej i usłonić się przed czwartą.

Laptopy poleasingowe Bielsko Biała

Trzeba wreszcie wspomnieć o niezaprzeczalnych atutach „technicznych” filmu. W pierwszym rzędzie to praca kamery, porażającej wręcz zamierzonymi selektywnością bądź chaosem scen dynamicznych, czyli mówiąc po ludzku – walk. Dodać przy tym trzeba, że sceny statyczne nie męczą monotonią. Na uwagę zasługuje gra aktorów, chociaż mnie osobiście nie zachwycił odtwórca głównej roli, Christian Bale. Tym razem pełnia kunsztu aktorskiego wyziera z drugiego planu w rolach Seana Bean′a (kleryk Partrige) oraz Emily Watson (Mary O′Brian), która do perfekcji opanowała warsztat spojrzeń. Serio, zwróćcie na nią uwagę. Wspominając o aktorach nie można uniknąć tematu próżności reżyserskiej, gdyż w jednej ze scen mamy okazję obserwować samego Kurta Wimmera.

I wreszcie muzyka, będąca chyba miłością mojego życia. Zaliczam się do maniaków: gotowych obejrzeć film dla samej muzyki. Ramin Djawadi hipnotyzuje dźwiękami, wspaniale komponującymi się z akcją, która rozgrywa się w sterylnej scenografii.

Produkcja:
USA
Rok wydania: 2002
Reżyseria: Kurt Wimmer
Scenariusz: Kurt Wimmer
Zdjęcia: Dion Beebe
Muzyka: Ramin Djawadi
Obsada: Christian Bale, Sean Bean, Emily Watson
Gatunek: Sci-fi, thriller

Michał Nawrocki

Jesteśmy częścią StacjaKulutrua.pl, a ten tekst jest własnością serwisu.
Zainteresowanych zapraszam do obejrzenia zwiastunu, który znajduje się TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *