Death Trance (Wojownik bez strachu) – recenzja filmu

Wywołuje liczne kontrowersje, wielu uważa, że to dno, nie posiadające absolutnie żadnej fabuły, ani tym bardziej dogłębnego przesłania. Moim zdaniem jest inaczej, dlatego też skupię się przede wszystkim na jego zaletach.

„Śmiertelny Trans”, w dosłownym tłumaczeniu na polski – należy zaznaczyć, że jest określany „Wojownikiem bez strachu” – to adaptacja japońskiej mangi o tym samym tytule. Film przedstawia świat fantasy, ale zupełnie inny od tego, który zazwyczaj bywa bazą dla większości ekranizacji. Nie opiera się na mężnym herosie, walczącym ze smokami, bądź na przyjaźni pomiędzy chłopcem a tą mistyczną istotą. Od razu zaznaczam, że czegoś takiego tutaj nie znajdziecie. Jeżeli chcielibyśmy zinterpretować tytuł, można byłoby go powiązać z nieustanną, dosyć krwawą ekstazą, jaka towarzyszy głównemu bohaterowi, do momentu rezurekcji tajemniczej boginki i kolosalnie zwiększa się po jej uwolnieniu. Fabuła bez wątpienia do jasnych i niezawiłych nie należy. Nie oszukujmy się, albowiem w produkcjach tego typu zazwyczaj przesuwa się ją na drugi plan. Liczą się głównie efekty specjalne, popisy walk i towarzysząca im muzyka.

Historia rozpoczyna się w klasztorze mnichów, których cechą charakterystyczną są liczne tatuaże na ciele. Dookoła roznosi się mroczna aura tajemniczości, która zresztą utrzymuje się do samego końca filmu. Stwarza grozę i przysparza o dreszcze. Świątynia, stanowiąca od wieków siedzibę kapłanów, przyozdobiona jest metalowymi łańcuchami, wygląda na bardzo starą. Zgodnie z pradawną legendą ukryta jest w niej dobrze zapieczętowana trumna z ciałem Bogini Zniszczenia. Ponoć po jej otwarciu świat ulegnie zagładzie, spełnią się najczarniejsze scenariusze wizjonerów. Nawiązuje to w pewnym sensie do greckiej legendy o Puszce Pandory. Podanie również głosi, iż ten, kto ją zdobędzie, zaniesie do lasu na Zachodzie i właśnie tam odpieczętuje, spełni wszystkie swoje najskrytsze pragnienia, dozna tego, co nie jest pisane zwykłym śmiertelnikom i otrzyma drogocenne skarby. Zdaniem mnichów nagroda stanowi jedynie przykrywkę, aby zachęcić chełpliwych do otwarcia sarkofagu. Przez lata spoczywał w klasztorze pod bacznym okiem kapłanów o walecznych sercach, wielu starało się do niego dotrzeć, bezkarnie go wykraść, lecz bezskutecznie. Panował spokój, aż nadszedł moment, w którym ON się zjawił. Dzielny wojownik z mieczem, którego imienia nikt z początku nie zna. Przekracza mury świątyni i rozprawia się skutecznie niemalże ze wszystkimi. Bierze ze sobą trumnę i zaczyna kierować się w stronę lasu na Zachodzie. Jedyny ocalały z klasztoru akolita, po odzyskaniu przytomności, podąża w ślad za nim. Nie pamięta jak wyglądał oprawca, nie potrafi walczyć, jednak uparcie stara się zdobywać o nim informacje, by w odpowiednim momencie powstrzymać go od zamiaru. Od tejże chwili rozpoczyna się dosyć zabawna pogoń za trumną, która nie ma w końcu tylko jednego amatora. Awanturnicy odbijają ją sobie nawzajem, zbliżając się coraz bardziej do tajemniczego lasu. Cała akcja wzbogacona jest dialogami z poczuciem humoru i dowcipnymi sytuacjami. Ostatecznie sarkofag trafia w ręce tego, który wykradł ją ze świątyni mnichów- Grave’a. Zostaje otwarty. Bogini Zniszczenia odradza się, nie spełnia jednak pragnień, ani nie obdarowuje skarbami swojego wybawiciela. Kobieta szykuje się do zniszczenia świata, chce zamienić go w bezwartościowy pył. Okazuje się, że główny bohater został obdarzony nadludzką siłą, można stwierdzić, iż zyskuje w pewnym stopniu nieśmiertelność. Wzbija się w przestworza i rozpoczyna krwawą walkę z boginią. Film nie ma tak naprawdę zakończenia, ostatnia scena jest niejasna, można odebrać wrażenie, iż powstanie kontynuacja „Death Trance”. Na samym końcu padają słowa: „ON jest nadzieją”.

Poza świetnymi efektami specjalnymi, nadzwyczaj dynamicznymi i dobrze zgranymi z muzyką walkami, należy zwrócić też uwagę na nietypowe kostiumy, albowiem mają ścisłe powiązanie z trendem mody japońskiej o nazwie Harajuku. W swojej pierwotnej formie polega na odszyfrowywaniu przesłań, wynikających z danego stroju, odnoszących się do charakteru i statusu społecznego. Przebrania są ciekawe, nietypowe, nawet dziwaczne, lecz wpasowane w mroczną scenerię świata. Bardzo interesujące jest ponadto zestawienie potworów, które pojawiają się w lesie. Anioły, wampiry, straszne małe dziewczynki, rzadko kiedy można spotkać je wszystkie w jednym filmie.

„Death Trance” polecić można tym, którzy są już definitywnie znudzeni stereotypową fantastyką o smokach i herosach. Ponoć zwolennicy serii Final Fantasy są jemu bardzo przychylni. Jednak przede wszystkim należy bardziej nastawić się na doznania estetyczne niż na wspaniale dopracowaną fabułę.

Produkcja: Japonia
Rok wydania: 2005
Dystrybutor: IDG
Reżyseria: Yuji Shimomura
Scenariusz: Junya Kato, Shinichi Fujita
Zdjęcia: Shinichi Fujita
Muzyka: Rui Ogawa
Obsada: Tak Sakaguchi, Honoka Asada, Yoku Fujita
Gatunek: Fantasy, przygodowy
Czas trwania: 90 min.

Ocena: 8,5/10

Autor: Alicja Paluch

Blog jest własnością portalu StacjaKultura.pl i teksty należą do tego podmiotu. Witryna jest utrzymywana dzięki wsparciu AMSO

Laptopy poleasingowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *