Teoria spiskowa Marvela!

Obecnie znane jako Marvel Studios, przy czym wykupione przez Walt’a Disneya, kiedyś musiało korzystać z pomocy innych wytwórni filmowych. Powstałe w 1939 roku wydawało swoje mało znane powieści obrazkowe w gazetach. Potem- jako Atlas Comics- coraz bardziej rozwijało swoją działalność. W końcu, po wielu, można by rzec reinkarnacjach, stało się jednym z najważniejszych komiksowych wydawnictw w Stanach Zjednoczonych w 1960 roku. Pozyskało m.in. takie postaci jak: Stan Lee, Jack Kirby czy Steve Ditko i stworzyło największy koncern komiksowy- obejmujący na chwilę obecną nie tylko rysowane historie, ale również filmy, gry, animacje czy gadżety.

Czytaj dalej Teoria spiskowa Marvela!

Miasto złodziei recenzja filmu

Teraz radzi sobie znakomicie, jako reżyser nawet lepiej niż jako aktor. Inspiracji mu nie brakuje, to widać, a złośliwe komentarze na temat jego osoby powoli zanikają. Film „Gdzie jesteś Amando?”, który Affleck wyreżyserował i w którym obsadził w głównej roli swojego brata, był w moim mniemaniu obrazem doskonałym, jednym z najlepszych w tamtym roku.

Natomiast jako aktor Ben zaliczył ostatnio całkiem niezłą rolę w intrygującym „Stanie gry”. Teraz nadeszła pora na rolę potrójną, bo ikona Hollywoodu (chyba mogę używać takiego określenia) zmierzyła się zarówno ze scenariuszem, reżyserią jak i główną kreacją. Tym razem Affleck zainspirował się kinem sensacyjnym. W sieci nie brakuje już porównań do słynnej „Gorączki” z Al Pacino i Robertem De Niro w rolach głównych. Zresztą te porównania są uzasadnione- w „Mieście Złodziei” też mamy pojedynek dwóch twardych osobowości oraz ogromny, ale niepożądany wpływ kobiety na życie mężczyzny. Oczywiście nie warto w tym momencie oceniać filmu Afflecka z perspektywy dzieła Michaela Manna, bo „The Town” raczej nie zamierza rywalizować z „Heat”- stanowi bardziej hołd niż wyzwanie. Bardzo zaskoczyła mnie świeżość tego obrazu oraz fakt, że mimo dość ogranej historii udało się stworzyć kino nieprzewidywalne, trzymające poziom. Biorąc pod uwagę ostatnimi czasy kondycję filmów sensacyjnych, „Miasto Złodziei” zdecydowanie podnosi poprzeczkę, może też ubiegać się o miano najlepszego filmu roku tego gatunku. Ośmieliłbym się nawet zaryzykować tezę, że nie obejdzie się bez nominacji do Oscarów. Wskazują na to chociażby liczne wyróżnienia na festiwalach będących tylko przedsmakiem do rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. I nie mówię tu tylko o nominacji za „Najlepszy Film”, ale również za reżyserię Bena Afflecka, który z tym zadaniem poradził sobie całkiem zgrabnie.

Mamy więc klasyczną historię- 4 facetów znających się od lat napada na banki i okrada samochody w jednej z dzielnic Bostonu. Ich szefem jest Doug MacRay. Oczywiście między mężczyznami istnieje szereg zależności, głównie między Doug’iem, a Jamesem- jest to zresztą bardzo ciekawy wątek produkcji, dobrze rozwinięty. Szef szajki tak naprawdę nie jest złym facetem, nigdy nikogo nie zabił, zawsze stara się nikomu nie wyrządzić krzywdy- z natury jest dobrym człowiekiem, robi po prostu to co umie. Jego przeciwieństwem jest porywczy, ale zdolny do największych poświęceń James. Sytuacja nieco się komplikuje, kiedy panowie dokonują wielkiego skoku, podczas którego jako zakładnika biorą pracownicę banku- Claire Keesey. Kobietę oczywiście później wypuszczają, ale zdają sobie sprawę, że tylko ona poprzez współpracę z FBI będzie w stanie wsadzić ich za kratki. Nikt jednak nie potrafi przewidzieć faktu, że Doug się w niedalekiej przyszłości w Claire zakocha i będzie chciał się dla niej zmienić, po raz pierwszy opuścić Boston, w którym spędził całe dotychczasowe życie. „Miasto Złodziei” przedstawia nam więc ciekawą konfrontację między agentem FBI, który wie, że za szereg rabunków odpowiedzialny jest gang MacRay’a- brakuje mu tylko dowodów- a Doug’iem właśnie, który frajerem nie jest i wie jak uciec od odpowiedzialności. Jeszcze ciekawiej na tle tego wątku rysuje się relacja między Claire, a głównym bohaterem- z początku niewinna, wrażliwa, przekształcająca się z czasem w wielkie zauroczenie i namiętne oddanie. Na uwagę zasługuje również sama postać Jamesa, jako tego, który temperuje Douga i nie popiera jego „miłosnych wyczynów”. Wspomniałem również o zależnościach, które łączą tych dwóch panów. Uwydatniają się one w drugiej części filmu, tej ważniejszej, żywszej, pełnej emocji i ważnych wyborów bohaterów. Ważny jest również wątek dzieciństwa bohatera- jego relacji z ojcem (przebywającym w więzieniu) oraz matką (bardziej wyimaginowaną), która opuściła go kiedy ten miał 6 lat. Bardzo wrażliwie Affleck rysuje motyw zawodu na drugiej osobie, idealizacjai przeszłości jako rozdziału życia niepoznanego, nieodkrytego, nasyconego pewnym sentymentalizmem oraz smutkiem.

To na co można narzekać to trochę za mało konfrontacji między samym agentem FBI- Adamem Frawley- a głównym bohaterem. Brakowało mi twardych dialogów między nimi dwoma (był zaledwie jeden). Ten fakt można jednak pominąć, gdyż akcja filmu miała szybkie tempo, szereg poszczególnych wątków jako nieprzewidywalnych, nurtowały widza i trzymały w napięciu. Nieznana pozostawała też przez cały czas wizja zakończenia. Oczywiście to wszystko stanowi pewne utarte schematy, które już nie raz w kinie widzieliśmy, Affleck jedynie odświeżył gatunek, udało mu się też bardzo umiejętnie sklecić wątki, które normalnie aż tak by nie inspirowały jak to miało miejsce w „Mieście Złodziei”. Bardzo dobrze na ekranie wypadło również samo miasto, czyli Boston, jako miejsce, w którym bohaterowie spędzili całe swoje życie. Kojarzy to się ze swoistą prowincją, wielkim miastem od tej sentymentalnej, szarawej strony, z miejscem, z którego się nie wyjeżdża, nie opuszcza starych murów, z którym wiążą się wszystkie życiowe wspomnienia, nawet te złe. „The Town” to też znakomicie dobrana obsada aktorska-  Ben Affleck, Jeremy Renner (znany  z „Hurt Locker”), świetna ale niedoceniana Rebecca Hall oraz Jon Hamm („Man Men”).

Ben Affleck po raz kolejny podkreślił, że już dawno podniósł się z dna i rusza na podbój filmowej Ameryki. Dobrze powodzi mu się jako aktorowi, ale nawet lepiej jako reżyserowi. Przypominam, że „Miasto Złodziei” wchodzi na polskie ekrany 7 stycznia 2011 roku.

 

Autor; Juliusz Żebrowski

Witryna utrzymana dzięki AMSO REnt Wynajem komputerów. Blog jest częścią StacjaKultura.pl

[strona_podzial]

Tytuł oryginalny: The Town
Produkcja: USA
Rok wydania: 2010r.
Dystrybutor: Warner Bros.
Reżyseria: Ben Affleck
Scenariusz: Ben Affleck, Peter Craig
Zdjęcia: Robert Elswit
Muzyka: David Buckley, Harry Gregson- Williams

Obsada: Ben Affleck, Jeremy Renner, Rebecca Hall, Jon Hamm
Gatunek: Dramat, Kryminał
Czas trwania: 124 min.
Ocena:
 8/10

 

Czy aktorstwo odejdzie kiedyś w zapomnienie?

Trójwymiarowa grafika przyczyniła się m.in. do osadzania fabuły w wymyślnych, nierealnych wręcz sceneriach. Na chwilę obecną wyglądają niezwykle naturalnie, jakby naprawdę istniały w naszej rzeczywistości. Unowocześnieniu nie uległ tylko i wyłącznie krajobraz. Fala graficznej rewolucji dotknęła również ludzi…

Gry komputerowe bazują na wyimaginowanych bohaterach, którymi sterują gracze tudzież się w nich wcielają. Rozpoczynają magiczną przygodę, gdzie niebezpieczeństwo czyha niemalże na każdym kroku. Nie ulega wątpliwości, że jest to świat sztuczny, oparty całkowicie na grafice komputerowej, jednak bywa porażająco realny. Oglądamy w nich jakby prawdziwych ludzi, zamieszkujących – w zależności od fabuły – fantastyczne krainy, rządzone przez demoniczne moce. Najlepsze produkcje oddają wrażenie autentyczności, w której bardzo ciężko doszukać się różnic od świata rzeczywistego, są wręcz ledwie zauważalne (pod kątem wizualnym). Grafiką trójwymiarową zainspirowali się zatem również i twórcy filmów, kreując widowiska w całości na niej oparte. W tym momencie nie mamy do czynienia tylko z elementami krajobrazu, ale także z tzw. komputerowymi aktorami, wcielającymi się w przeznaczoną im rolę.

Beowulf” – komputerowi aktorzy są upodobnieni do znanych nam sław ze świata kina m.in. Anthonego Hopkinsa, Angeliny Jolie tudzież Johna Malkovicha i przy tym bardzo dobrze „odgrywają” swoje role:

Final Fantasy: The Spirits Within” – większość postaci jest wymysłem, nie mającym odwzorowania w rzeczywistości, jednakże wyraźnie odznacza się fascynacja twórców osobą Bena Afflecka – jeden z głównych bohaterów niesamowicie go przypomina:

[strona_podzial]„Final Fantasy VII: Advent Children” – w tym przypadku bohaterowie są odwzorowaniem wymyślonych uprzednio postaci z gry firmy Squaresoft; zamiast tzw. kwadracików z pierwszego pomysłu „Final Fantasy VII”, oglądamy na ekranie „ludzkie” (i nie tylko) sylwetki:

Obecnie takich filmów wcale nie jest na pęczki, lecz coraz częściej się o nich słyszy. Bez wątpienia mogą rozpocząć nową erę kinematografii – całkowicie związaną z komputeryzacją, zaś jedynym elementem jakiegokolwiek „udziału” (w całokształcie widowiska, nie w jego tworzeniu) człowieka będzie wówczas podłożenie przez niego głosu pod daną postać. Głos bowiem można przerabiać, ale nie da się go stworzyć.

Komputerowym aktorom
jeszcze daleko do ideału, jedynie czasami można odebrać wrażenie, że są „z krwi i kości”. Ich mimiki oraz gestykulacje nie zawsze pokrywają się z naszymi „naturalnymi” odruchami. Mimo wszystko, znając już niesamowity postęp różnych technologii i spodziewając się dalszego ich rozwoju, możemy kiedyś być świadkami pojawienia się na ekranie wyimaginowanego bohatera – perfekcyjnego w każdym calu, w niczym nie odróżniającego się od nas samych, naszych przyjaciół, rodziny tudzież znajomych. „Prawdziwego” człowieka z krwi i kości, jednak będzie to wówczas jedynie złudzenie.

Czy zawód aktora może kiedyś odejść w zapomnienie? Istnieje duże prawdopodobieństwo. Szczęśliwie dla aktorstwa, możemy spodziewać się tego przynajmniej za kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Wówczas, gdy uda nam się zdobyć szczyt możliwości technologicznych.

Materiał pochodzi z portalu StacjaKultura.pl i jest jego własnością. Blog jest upamiętnieniem wielkiej witryny i jest sponsorowany przez AMSO Laptopy poleasingowe warszawa.

Witaj, świecie!

Witaj w WordPressie. To jest twój pierwszy wpis. Zmodyfikuj go lub usuń, a następnie rozpocznij pisanie!