Amerykanin recenzja filmu

Pewne jednak jest to, że znakomitą kreację w „Amerykaninie” stworzył George Clooney, który obraz ten zdominował w każdym calu. Do tej roli nie nadawał by się nikt inny, gdyż to właśnie gwiazdor, który zaczynał w „Ostrym dyżurze” samą swoją postawą, mimiką i gestami doskonale odzwierciedlił charakter głównego bohatera w filmie Corbijna.

 

Samą niewiadomą w tym obrazie jest tożsamość bohatera. Raz jest Jackiem, raz Edwardem, dla obcych fotografem, z zawodu wolnym strzelcem. Widz niby wie lepiej niż postaci przewijające się w czasie seansu, ale znaki zapytania często się pojawiają. A to ważne, bo dzięki takim zabiegom bohater jest dla nas niedostępny i choć my jako widzowie go rozumiemy, to on sam chce być pozostawiony sam sobie. To widać już po pierwszej scenie filmu, zresztą dość okrutnej w swojej wymowie. Później fabuła podąża za pewnym schematem- podstarzały wolny strzelec wykonuje ostatnie zlecenie, niby proste- ma się nie wychylać, nie zakochiwać, pozostać w samotności, zrobić to co ma zrobić i po prostu odejść. Ale to nie fabuła jest tutaj ważna. Bardzo trafnie i umiejętnie został w „Amerykaninie” przedstawiony portret człowieka zrezygnowanego, nie potrafiącego zaufać komukolwiek, skrytego, niedostępnego. Duże znaczenie ma też miejsce, w którym rozgrywa się akcja filmu. Natura odgrywa w „Amerykaninie” dość dużą rolę, bo jest często eksponowana, a sam Jack odnajduje wewnętrzny spokój pośród niej przebywając. Prowincjonalne Włochy mają być przecież ostoją, pobudzać najgłębsze zmysły i właśnie dlatego można je nazwać drugoplanowym bohaterem obrazu. Błędne jest stwierdzenie , że „Amerykanin” to film nudny, który niczego widzowi nie oferuje (a mniej więcej takie myśli coraz częściej się w sieci pojawiają). Produkcja ta bowiem ani trochę nie skupia się na akcji czy rozrywce, tylko na bohaterze jako zwykłym człowieku, który nie może żyć w sposób normalny. A George Clooney idealnie wszystkie cechy swojego filmowego ego odzwierciedlił. Doskonale widoczne w czasie trwania filmu było, że Jack skrywa w sobie ból, którego nie potrafi złagodzić. I choć można mówić, że motyw zniszczonego człowieka, oszukanego przez zawód i chcącego odejść z niebezpiecznej branży przewijał się już w filmach po stokroć, lecz „Amerykanin” nie chce być niczyim naśladowcą i każe widzowi postrzegać postać głównego bohatera w innych ramach. Forma tej produkcji też jest inna- stonowana, pobudzająca do refleksji. Mniej ważne jest, jak pobyt Jacka we Włoszech się skończy oraz czy uda się mu odejść na zasłużoną emeryturę (wątek ten bierze górę dopiero w końcowych sekwencjach filmu), lecz to co już przeżył i co oraz w jakiej skali odbiło na jego psychice takie piętno.

wynajem komputerów

Charakter bohatera możemy doskonale poznać też podczas scen erotycznych, a w zasadzie jednej, w której beznamiętność Jacka równoważy się z jego chęcią wyrzucenia z siebie wszystkich złych emocji. Ważny w „Amerykaninie” jest również motyw trudnego uczucia do kobiety, które powraca po tragicznych wydarzeniach z początku historii. Owo uczucie pojawia się w specyficznych okolicznościach, wynika z potrzeby zbliżenia się do drugiej osoby, a kończy też w zgoła odmienny sposób, niż to miało miejsce wcześniej. Bardzo ładną otoczkę wokół fabuły tworzy muzyka, która jest jej dopełnieniem i swoistym komentarzem. Trudno powiedzieć jak film wyglądałby bez Georga Clooney’a, gdyż to głównie on był gwarantem powodzenia tej historii. Filmowi można zarzucać udawanie istnienia w nim drugiego dna, choć go nie ma oraz fakt, że reżyser za bardzo skupił się na melancholii zamiast eksponować cechy bardziej dla widza przystępne. Dla mnie jednak „Amerykanin” jest skromnym i stonowanym portretem bohatera niepewnego i strasznie skrytego, co jest najbardziej intrygujące.

 

Oczywiście film ten nie będzie długo rozpamiętywany, zapewne zapadnie głęboko w niepamięć wielu widzów. Cenię u reżysera jednak to, że w „Amerykaninie” nie popełnił głównego błędu, czyli nie zrobił z tej opowieści jakiejś heroicznej historii z męczeńskim zakończeniem. Pozostał przy swojej skromnej koncepcji, która nic odkrywczego do świata filmu nie wnosi, ale za to magnetyzuje widza swoją szczerością przede wszystkim. I nie wiem czy Wy też, ale ja odniosłem wrażenie, że reżyser stosunkowo często naśladuje w swoim dziele „Michaela Claytona” (w którym Clooney grał zresztą bardzo podobną rolę). Ale może to tylko moje przewidzenie.

Auto tekstu Juliusz Żebrowski

Witryna jest częścią StacjaKultura.pl, a tekst jej własnością. Witrynę utrzymuje AMSO Rent Wynajem komputerów.

[strona_podzial]

 

Tytuł oryginalny: The American
Produkcja: USA
Rok wydania: 2010
Dystrybutor: Forum Film
Reżyseria: Anton Corbijn
Scenariusz: Rowan Joffe
Zdjęcia: Martin Ruhe
Muzyka: Herbert Gronemeyer

Obsada: George Clooney, Violante Placido, Paolo Bonacelli
Gatunek: Dramat, Thriller
Czas trwania:
96 min.
Ocena:
 
8/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *