Jestem na tak recenzja filmu

Zdecydowałem się tylko i wyłącznie ze względu na czarującą Zooey Deschanel. Trudno powiedzieć, czy się zawiodłem, czy też nie. Po prostu dobrze się bawiłem.

Już pierwsze sceny  zawierają sporą dawkę świetnego humoru. Jim Carrey bawi, może trochę robi z siebie bałwana, ale ma to w sobie jakiś urok. W „Jestem na tak” gra faceta, który od zawsze mówi ludziom „nie”. Z nikim się nie spotyka, jest samotnikiem, nie prowadzi życia towarzyskiego, nie pomaga sąsiadce, kiedy go o to prosi, zawodzi na całej linii. Z początku Peter – jego najlepszy kumpel, stara się go zmienić, lecz później i jego opuszczają siły.

 

Carl (Jim Carrey) trafia w końcu na pewną kampanię, która przypomina swego rodzaju sektę. Hasło tej kampanii brzmi „Jestem na tak”. Bohater zjawia się tam przez przypadek, dzięki namowom zjamoego – Nicka. Zobowiązuje się, że już nigdy nie odpowie „nie” na żadne pytanie. Robi to pod przymusem, ale spełnia obietnicę. Przez splot dziwnych wydarzeń poznaje Allison – kobietę, która do niego pasuje. Jest wolna, wyzwolona, zaskakująca, jedyna w swoim rodzaju, nawet trochę dziwna, lecz oryginalna. Allison ma własny zespół „rockowy”, koncertuje w jakimś barze dla pięciu osób, jej pasją jest robienie zdjęć… biegając. Para na życie, trzeba przyznać.

Forma tego filmu jest dziwna. Carl musi na wszystko odpowiadać „Tak”. Każdemu. Przynajmniej tak to interpretuje. Dlatego czasami robi niektóre rzeczy wbrew swojej woli i  niekiedy wynikają z tego zabawne sytuacje. Tak jak np. incydent u jego sąsiadki Tillie. Oczywiście na końcu całej historii wychodzi szydło z worka i Allison niestety zaczyna domyślać się, że Carl kierował się w ich wzajemnych relacjach tylko i wyłącznie złożoną obietnicą. Lecz tak w rzeczywistości zupełnie nie było, bo bohater w końcu się do kogoś przywiązał.

„Jestem na tak” nie jest przesadzoną komedią romantyczną. W filmie komizm dominuje nad miłością. Obraz ogląda się naprawdę świetnie, a humor jest wręcz wyborny (czasami głupi, ale to bez znaczenia). Oczywiście w pewnym momencie coś siada, robi się spokojnie, ale to też nie przeszkadza. Zooey Deschanel zagrała bardzo dobrze i jak każdej produkcji nadała trochę magii i niepowtarzalności. Można jej zarzucić, że zawsze jest  taka sama i zbyt często dostaje rolę kobiety szalonej i wolnej, ale mimo wszystko każda z granej przez nią kolejnych postaci jest inna od poprzedniej. A zobaczyć Zooey na ekranie to jednak przyjemność. Ta kobieta ma w sobie urok. Zarówno aktorski jak i osobisty.  Carrey również nie irytował, co zdarzało mu się  w niektórych poprzednich wcieleniach aktorskich. W „Jestem na tak” oprócz komizmu i miłości mamy również parodię. Scena, w której Carl driftuje na motocyklu i robi  wokół siebie kłąb dymu, a później pewnym krokiem, po zejściu z maszyny zmierza ku Allison, jest oczywiście zabawną parodią kina akcji. Natomiast kampania „Jestem na tak” przypomina  tajemniczą sektę z filmów przygodowych, w których charyzmatyczny przywódca jest guru dla swoich podopiecznych i snuje misterne plany, które miałyby odmienić świat.

Peyton Reed, reżyser filmu, psuje oczywiście cały efekt na końcu, kiedy zaczyna  moralizować. Puenta, która traktuje o tym, że trzeba korzystać z życia, mówić to co się myśli oraz kierować się uczuciami, jest trochę banalna. W „Jestem na tak” nie ma również jakiejkolwiek głębi, ale tego nawet się nie spodziewałem. Miłość jak zwykle wygrywa.

Autorem tekstu jest Juliusz Żebrowski. Teksty są własnością portalu StacjaKultura.pl, który wspólnie z AMSO Komputery poleasingowe pragnie dbać o to by wartościowe materiały nie znikły z sieci.

Tytuł oryginalny: Yes Man
Produkcja: USA, Australia
Rok wydania: 2008
Dystrybutor: Warner Bros.
Reżyseria: Peyton Reed
Scenariusz: Nicholas Stoller, Jarrad Paul
Zdjęcia: Robert D. Yeoman
Muzyka: Mark Everett, Lyle Workman
Obsada: Jim Carrey, Zooey Deschanel, Bradley Cooper
Gatunek: Komedia romantyczna
Czas trwania: 104 min.

Ocena: 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *